czwartek, 29 maja 2014

"Był sobie raz cesarz..."


Podobno nie wypada mówić źle o osobach zmarłych, lecz na to należy sobie zasłużyć. Skoro nie mówimy dobrze o Stalinie, Bierucie, czy nawet Hitlerze, to czemu nie mamy mówić źle o Wojciechu Jaruzelskim? Śmierć nikogo nie wybiela, a czcze gadki o jej majestacie to często dobry sposób na uniknięcie niewygodnych tematów.

Choć kwestia interwencji radzieckiej pod koniec 1981 roku może i wciąż jest kwestią sporną, to i tak osobiście nie wierzę w spiskową teorię dziejów. Uważam, że manewry Soyuz`80 (prawdopodobnie związane z Afganistanem) miały być jedynie dobrym, psychozotwórczym straszakiem i usprawiedliwieniem późniejszej pacyfikacji Solidarności przez WRON. Wojna polsko(?)-polska o stołki.


Oczywiście, mogę nie mieć racji. Stan wojenny nie jest jednak jedyną rzeczą, którą Spawacz ma za uszami. Dość rzadko mówi się o jego przynależności do Informacji Wojskowej, zwalczaniu AK, czystkach antysemickich w wojsku, masakrze w 1970 roku, czy wydarzeniach w KWK „Wujek”. O załatwianiu degradacji dawnym stronnikom,  ślepym posłuszeństwie wobec Moskwy i zwykłym konkiunkturalizmie, który umożliwił niezwykle szybki awans Jaruzelskiego w LWP także wspomina się bardzo rzadko.

Nawet jeżeli „uratował kraj” (co osobiście uważam za absurd i jedno znajwiększych kłamstw PRL), to należy pamiętać o reszcie jego przewinień, zbrodni i wstydliwych faktów z jego życiorysu. Jaruzelski był zwyczajną kanalią i zbrodniarzem. Tym samym, nie mogę pojąć jak co po niektórzy politycy mogą dziś żądać stawiania tej postaci pomników.

 Bandytów jego pokroju powinno się rozliczać z przeszłości. Niestety, tak nie jest i tak już raczej nie będzie. Wieloletnie (i jak widać skuteczne) uciekanie tw. Wolskiego od rozpraw jedynie utwierdza mnie w przekonaniu, że w moim kraju istnieją ludzie nietykalni i równiejsi wobec prawa, a coś takiego jak niezależnie i niezawisłe sądownictwo zwyczajnie nie istnieje. Towarzyszowi generałowi najwyraźniej zabrakło żołnierskiej odwagi. Był tchórzem, a razem z nim umarła moja nadzieja na sprawiedliwość. To jedyna rzecz jaka mnie smuci w związku z jego śmiercią.

Nawet młody, urodzony w 1987 roku człowiek w postaci mojej osoby chciałby czuć się bezpiecznie we własnym kraju.


 Oczywiście, nie oznacza to, że wrzuciłbym starego towarzysza generała do więziennej celi. Wystarczyłby zwykły proces, który zakończyłby się słowami „winny” lub „niewinny”. Niezależnie od jego finału, samo postępowanie byłby już jakąś namiastką sprawiedliwości.

Obawiam się, że Kiszczak również się wywinie i tym samym ponownie ośmieszy całe sądownictwo III RP. Węgrowie bowiem potrafili wytoczyć proces Beli Biszku gdy ten miał 92 lata. Jak widać można.

Jaki z tego wniosek?

Polacy potrafią skazać za wart 99 groszy batonik, a w przypadku zbrodniarzy po cichu liczy się  na to, że sprawa rozwiąże się sama. Nie dziwi mnie więc to, że ludzie tacy jak Zygmunt Miernik rzucają w sędziów tortami.


czwartek, 23 stycznia 2014

Psychoza


Dezerter - zasady dynamiki tlumu
Dezerter - Zasady dynamiki tłumu

Manipulują nami wszędzie i na każdym kroku, nawet podczas niewinnych zakupów. Wielkie markety dysponują całą gamą sprytnych socjotechnik, dzięki którym zwiększają swój obrót.

Towar, który ma sprzedać się w pierwszej kolejności umieszczony jest zazwyczaj na poziomie naszych oczu, a celowy nieład na półce ma wywołać u nas przekonanie, że dany produkt jest rozchwytywany i my też musimy go mieć. To nieprawda, że sprzedawca nie ma czasu tego posprzątać.

Znajdujące się przy kasach słodycze mają z kolei osłodzić nam nutkę goryczy, jaka towarzyszy nam podczas stania w długiej kolejce. Swoją drogą, te bardzo często podsyca się w sposób sztuczny, by klient w oczekiwaniu na uruchomienie kolejnej kasy pokręcił się po sklepie i "przypomniał sobie" o rzeczach, które mogą być dla niego przydatne. W końcu drobny spacer między alejkami, jest o wiele ciekawszy niż gnicie w ogonku, prawda?

Oczywiście, jest jeszcze celowo dobrana, zachęcająca do robienia zakupów muzyka. Równie atrakcyjne dla naszych uszu są takie słowa jak "okazja", czy "promocja", choć bardzo często nie znajdują one pokrycia w rzeczywistości.

To tylko przykłady, bo w rzeczywistości chciałem napisać o czymś zupełnie innym. Czekając dziś na swoją kolej w "Społemie", dokonałem szybkiego przeglądu prasy, czego zazwyczaj nie robię. Tym razem zrobiłem wyjątek, ponieważ mój wzrok przykuła pierwsza strona dość słynnego tabloidu, na której umieszczono domniemaną podobiznę słynnego "Szatana z Piotrkowa". Nie byłoby w tym nic dziwnego, ponieważ sprawa jest ostatnio dość głośna. Zaintrygował mnie przede wszystkim wielki nagłówek, który najwyraźniej miał wywołać powszechne oburzenie faktem, iż „Polak będzie teraz utrzymywał bestię!!!”.

O ile mi wiadomo, pańśtwo utrzymywało Trynkiewicza podczas całego jego pobytu w więzieniu. Skąd ta nagła złość i niesmak? Przecież to jasne, że z naszych podatków żywi się nie tylko pijanych kierowców, alimenciarzy, oszustów, złodziei, lecz także gwałcicieli, pedofili i morderców. Utrzymanie skazanego to niemały wydatek dla państwa, ale takie niestety są realia i musimy się z tym pogodzić. Jedzenie, opieka medyczna skazanych, zabezpieczenia, pensje funkcjonariuszy SW, personelu więziennego... koszty funkcjonowania molocha jakim jest zakład karny, czy areszt śledczy... są niemałe.

Na stronie internetowej gazety wyczytamy z kolei: „POBIERZ, WYDRUKUJ I ROZWIEŚ SPECJALNY PLAKAT. XXX OSTRZEGA PRZED TRYNKIEWICZEM”. Oczywiście, rozumiem powszechną psychozę, choć nie do końca. Ilu pedofili i morderców wychodzi rocznie na wolność? Dlaczego nikt o tym nie wspomina?

Czyny tego człowieka zasługują na całkowite potępienie i nie ma w zasadzie niczego, co mogłoby je usprawiedliwić. Nawet fakt bycia psycho/socjopatą. Gdyby skrzywdził którąś z moich pociech (na szczęście ich nie posiadam), to jestem jestem całkowicie przekonany, że byłbym tym, który najgłośniej domagałby się wymierzenia mu kary śmierci. Częściowo rozumiem rodziny jego ofiar, bo to co zrobił „Szatan z Piotrkowa” jest zwyczajnie obrzydliwe i nie ma w tym przypadku mowy o jakimkolwiek zadośćuczyczynieniu, rekompensacie. To jasne.

Spokoju nie daje mi jednak co innego. Otóż widząc te wszystkie nagłówki gazet, czy słuchając wiadomości w radio, odnoszę dziwne wrażenie, że media próbują namawiać społeczeństwo do linczu. Nie da się ukryć, że wywoływanie powszechnej paniki i dolewanie przysłowiowej oliwy do ognia dość dziwną retoryką, może źle się skończyć. Media oczywiśćie pozostaną niewinne i zazwyczaj za takie uchodzą. W końcu nasza prawicowa/lewicowa/katolicka/anarchistyczna gazeta zawsze ma rację...i dlatego ją czytamy. Kłamią i oszukują nas inni. Wszyscy , tylko nie nasze źródło informacji.

„ Oko w oko z Trynkiewiczem. Policja radzi: Gdy spotkasz Trynkiewicza na ulicy ...”
(oryginalny tytuł artykułu, który nie został w jakikolwiek sposób skrócony)

Czuję , że próbuje mi się zaserwować  gotową odpowiedź. Przyznam się, że pierwsza rzecz, jaka przyszła mi do głowy to samosąd. Zabić by wyręczyć nieudolny wymiar sprawiedliwości i być uznanym za bohatera. Jakie to kuszące. Manipulacja zastawiła na mnie swoje sidła.

Oczywiśćie, to tylko brukowiec. Może nie tylko? Jest dość poczytny.




poniedziałek, 14 października 2013

Ty i Solidarność


Za sprawą ostatniego filmu Andrzeja Wajdy, jednym z obecnych tematów dyżurnych jest postać Lecha Wałęsy. Niestety, oglądanie jego wizerunku na każdym kroku zaczyna już być mocno irytujące, bo dodatkowej pikarnetii dodaje wszystkiemu jego dość kontrowersyjna osobowość.

Może i dla wielu jest to żywa legenda oraz swoista ikona Solidarności, ale w moim odczuciu były prezydent jakiś czas temu zdeptał cały swój dorobek namawiając do zomowskiego pałowania strajkujących podczas Euro 2012. Kolejną wtopą osoby, która (jak sama twierdzi) wywalczyła u nas demokrację była wypowiedź o wywaleniu przedstawicieli niektórych środowisk za mur parlamentu. Może i sam nie popieram takich mniejszości, ale gdy ktoś uważa się za obrońcę i piewcę politycznego pluralizmu, to wypowiedź tego pokroju brzmi z jego strony co najmniej dziwnie.

Rozbierz Się - TY I SOLIDARNOSC
Rozbiesz się - Ty i Solidarność

Darzę „Solidarność” ogromnym szacunkiem i pokuszę się o stwierdzenie, że Wałęsa strasznie jej zaszkodził brakiem tak podstawowej umiejętności jak gryzienie się w język gdy trzeba. Gdy na całym świecie jest sę uważanym za synomim pewnej organizacji, to jednak trzeba dbać o swój wizerunek. W ten właśnie sposób ostatecznie odciął się od dawnego środowiska.

Zresztą... Czy miał się od kogo odcinać? Zawsze gdy słucham wypowiedzi Pana Wałęsy, to mam dziwne wrażenie, że w jego skromnym mniemaniu, Solidarność liczyła aż 1 osobę. Przykładem niech będzie wieczne powtarzanie przez niego zwrotów takich jak : „JA strajkowałem, JA walczyłem, JA obaliłem komunę”. Mantra. W kółko: ja, ja, ja. Gdzie reszta związkowców? Zarówno tych szeregowych, jak i tych pokroju Andrzeja Gwiazdy, Anny Walentynowicz czy Bogdana Borusewicza?

I dlaczego nie ma dla nich miejsca w etosie Wałęsy?

Odpowiedzią na powyższe pytanie jest chyba woda sodowa, która uderzyła niektórym do głowy. Nie wiem czy to zwykła wyniosłość wynikająca z dumy, czy jest to już pewna megalomania i narcyzm, który przjeawia się m.in. w wielkim oburzeniu, że nie rozwinięto dla niego czerwonego dywanu na lotnisku w Londynie.

A może czerwony dywan źle się kojarzy?

Może, choć niekoniecznie. Wspólne obiady z dawnymi wrogami pokroju Spawacza to przecież nic takiego. Przecież to inne czasy, inna Polska.

Inny Wałęsa?

Nie mogę już tego wszystkiego czytać, słuchać i oglądać. Bardzo cenię sobie filmy Wajdy, lecz jednak odpuszczę sobie jego najnowszą produkcję.

niedziela, 9 czerwca 2013

C2H5OH


Poniedziałek, 10 rano. Zaczęło się od zwykłej, krótkiej ekspedycji po środki czystości. Wszystko jest kotem gdy posiada się kota. Raz na jakiś czas wypada więc porządnie wszystko odkocić, łącznie z dywanami i dzielonym ze zwierzakiem łóżkiem.

Po drodze mijam kościół. Stoi pod nim kobieta, która mimo wczesnej pory ledwo trzyma się na nogach. Ma około 35-40 lat, choć wygląda na 60. W zależności od wieku przechodniów, prosi ich o pieniądze na różne rzeczy. Starszych i tych (na pierwszy rzut oka) bardziej zdystansowanych błaga o pieniądze na chleb, młodszych i wyluzowanych o drobne na kolejne piwo.

Udawałem, że jej nie widzę, choć siłą rzeczy postanowiłem się jej przyjrzeć. Kiedyś musiała być naprawdę piękną kobietą, teraz zaczyna przypominać wrak człowieka wyniszczonego gorzałą. Być może także stresem, chorobami i ciężką pracą, ale skutki nadmiernego picia najbardziej rzucają się w oczy. Alkohol zmienia specyficznie twarz i cerę.

Smutny, choć częsty widok w mojej okolicy. Rekordziści potrafią leżeć pijani już o 8 czy 9 rano. Pijaństwo jest tu na porządku dziennym i nie robi na nikim żadnego wrażenia. Ławkowe ekipy to stały element krajobrazu, choć w przypadku pijanej kobiety sprawa ma się nieco inaczej. Zawsze i wszędzie.

Tak się już utarło, że widok naprutego faceta jest czymś zupełnie normalnym, nawet gdy ma na sobie drogi garnitur i teczkę pod pachą. Widok zataczającej się kobiety wciąż szokuje. Dlaczego? Bo kobiecie nie wypada, nawet od święta? A może dlatego, że to rzadszy widok? Dobre pytanie. Konia z rzędem temu, kto potrafi na nie odpowiedzieć, chociaż najwięcej do powiedzenia mają tu chyba normy kulturowe. W końcu sam nie lubię dziewczyn, które dużo piją.

Sam pijam coraz mniej. Z reguły 2-3 piwa w miesiącu. Chyba, że trafi się plener lub wernisaż.

Godzina 11, wracam do domu z zakupami. Służby mundurowe zbierają antybohaterkę powyższej opowiastki z chodnika.


Parafraza - Alkohol
Parafraza - Alkohol

sobota, 1 czerwca 2013

Uśmiechnij się!


Do napisania poniższego tekstu zainspirował mnie...plebiscyt. W Poznaniu niebawem zostanie oddane do użytku nowe rondo. Można zgłaszać za pośrednictwem internetu oraz prasy własne propozycje nazwy dla tego obiektu.

Analizując poszczególne pomysły, zacząłem zastanawiać się nad tym wszystkim w szerszym kontekście. Wszystko dookoła wydaje się strasznie poważne, pełne patosu, a w niektórych przypadkach jest wręcz drętwe i nijakie. Poważne nazwy ulic, skwerów czy osiedli przypominają nam najbardziej dramatyczne wydarzenia z naszej historii , choć wielkim nietaktem/głupotą byłoby odebranie tym wszystkim patronom ich niewątpliwych zasług. To inna sprawa.

Wszystko jest po prostu zbyt poważne, nawet święta państwowe. Z reguły są strasznie smutne. Może i wynika to po części ze wspomnianej wcześniej burzliwej i pełnej krwi historii Polski, ale czy nie można od czasu do czasu poświętować w sposób radosny? Na przykład 11 listopada. Można się przecież tym cieszyć. Odzyskanie niepodległości powinno być wielkim powodem do radości. Trzeba jednak chcieć i potrafić.

No właśnie. Czy potrafimy?

Wiele mówi się o tym, że jako Polacy dużo narzekamy, bierzemy wszystko do siebie, nie mamy dystansu do rzeczywistości. Ponadto, lubimy mieszać samych siebie z błotem, choć gdy zrobi to ktoś z zewnątrz (np. Niemiec) – błyskawicznie pojawia się istny zryw narodowy. Polaka krytykować może tylko Polak.

Z pewnością tego typu nastawienie (może i wyolbrzymione) nie sprzyja cieszeniu się drobiazgami dnia codziennego, przynajmniej u stereotypowego Kowalskiego. Na dodatek wmawia mu się, że wszystko jest nie tak. Nawet gdy jest dobrze to tak naprawdę jest źle, bo przecież może być lepiej. Barejowska logika, wieczne niezadowolenie, toksyczna atmosfera.

Każdy powód do zepsucia sobie/komuś humoru jest przecież dobry: podatki, Tusk, bezrobocie, Smoleńsk czy słaba forma piłkarskiej reprezentacji. To dyżurne tematy  wpędzające wszystkich w depresję, choć nawet zasrany trawnik może być doskonałytm pretekstem do chodzenia przez resztę dnia w wisielczym nastroju. Z jednej strony nie można być obojętnym w pewnych kwestiach, lecz z drugiej... nie można wiecznie chodzić z klapkami pesymisty na oczach, bo trudno wtedy widzieć jakiekolwiek pozytywy.

Nadmiar pesymizmu, powagi i wiecznego psucia sobie krwi doprowadził do tego, że  widząc uśmiechniętego człowieka  na ulicy nie darzymy go sympatią i zaufaniem. Uśmiechanie się jest czymś niecodziennym, często wręcz podejrzanym. Absurd? Absurd.


Postanowiłem nie ograniczać się do narzekania na blogu. Wysłałem propozycję rondowego patrona do gazety. Moim typem był...Stanisław Bareja. Człowiek, który swoją twórczością „nadgryzał” poprzedni ustrój obnażając jego wady za pomocą karykatury. Pokazywał PRL w krzywym zwierciadle. Był znakomitym obserwatorem. Uczył też pewnych, fajnych postaw. Dystansu do siebie. Ludzie potrafili śmiać się z uchwyconych na filmie absurdów życia codziennego, dość zresztą ciężkiego i szarego w epoce socjalizmu.



Myślę, że to co robił było ważne, stanowiło w pewnym sensie pracę u podstaw. Za pomocą komediowego katharsis pokazywał, że nie zawsze trzeba reagować na prozę życia śmiertelną powagą. Można cieszyć się życiem nawet gdy jest ciężko i nieciekawie. W ten sposób funkcjonował również Zenon Laskowik z kabaretem Tey.

Z uśmiechem na twarzy żyje się lepiej.

Brakuje dziś takich ludzi, kabaretów czy filmów. Mam wrażenie, że dzisiejsi komicy nie potrafią już robić satyry, która miałaby czemuś służyć. Potrafią za to szydzić i szkalować, czego najlepszym przykładem są postacie Szymona Majewskiego oraz Jakuba Wojewódzkiego. Robią karierę na skandalach nie po to by coś poprawić, zmienić. Robią karierę dla sławy i pieniędzy.

Granica między satyrą a szyderstwem jest coraz mniej wyraźna, ale nie ma co narzekać. Jest jak jest. Pozostaje (naiwnie) wierzyć, że w Poznaniu pojawi się Rondo im. Stanisława Barei, które będzie nam przypominać, że potrafimy cieszyć się i śmiać (nawet z samych siebie) w święta i nie od święta.

To byłaby jazda.


Beer Goggles  - Uśmiechnij się
Beer Googles - Uśmiechnij się!

wtorek, 28 maja 2013

Akcja-reakcja


Spacery po mieście w poszukiwaniu konkursowych kadrów zwróciły ostatnio moją uwagę na społeczne nastroje. Ich wyrazem są poniekąd hasła znajdujące się na murach. Nie ma tygodnia, w którym na ścianie nie pojawiłby się jakiś ONR czy „łajt pałer”. Slogany typu „PO=NKWD” są już od dłuższego czasu na porządku dziennym i należą jeszcze do umiarkowanych, stonowanych i kulturalnych.

Mam wrażenie, że nastroje coraz bardziej się radykalizują, są odpowiedzią na bieżące wydarzenia i rzeczwistość społeczno-polityczną. Nie jest dobrze. Tym, którym z dnia na dzień wiedzie się coraz gorzej zaczyna towarzyszyć chyba jakaś desperacja, zagubienie. W całym tym szumie nie wiadomo już co jest prawdą, jakie mogą być sposoby na rozwiązanie tych problemów. Sam coraz częściej nie wiem co jest 5. Skrajne hasełka i nurty stają się atrakcyjne, trafiają na podatny grunt. Tego typu ideologie dostarczają gotowych rozwiązań, tłumaczą cały ten stan rzeczy, wskazują domniemanych winnych.




Po biernych hasłach pojawiają się czynne demonstracje. Na ulicach Wielkopolski coraz wyraźniej swoją fizyczną obecność zaznaczają Autonomiczni Nacjonaliści. Wraz z nimi, jako przejaw społecznej reakcji pojawia się tzw. Antifa.

Nigdy do końca nie rozumiałem ich stanowiska. Może i jest to jakaś przeciwwaga dla skrajnie prawicowych idei. Na dobrą sprawę ta organizacja działa jednak na bardzo podobnych zasadach. Otóż logicznie rzecz biorąc, odmawianie nacjonalistom prawa do wolności słowa za pomocą fizycznej walki pod sztandardem „tolerancji i antyfaszyzmu” jest co najmniej przejawem hipokryzji czy schizofrenii.

Chyba nie tylko ja to widzę. Dość ciekawej wypowiedzi  na ich temat posłuchać można tutaj

Skrajne tendencje zaczynają ujawniać się także wśród lewicy. Zauważyłem dziś, że parę miesięcy temu zreaktywowała się krakowska formacja Sztorm 68. „68” w nazwie jest oczywiście nawiązaniem do wychwalanych przez nich wydarzeń marca 1968 roku, a sam zespół od kilkunastu lat bardzo mocno czerpie z moczaryzmu. 

(Trudno uwierzyć w coś równie nieprawdopodobnego, więc postanowiłem to zamieścić)

Utwór musiał zostać nagrany w jakimś bardziej fachowym miejscu.  Pomijając wokal, instrumenty brzmią za czysto jak na chałupniczo-amatorskie warunki. Zapowiadający się album może być całkiem profesjonalny (takie odnoszę wrażenie), a takowych raczej nie nie robi się bez zamiaru późniejszej ich sprzedaży. Możliwe, że jest popyt na taką muzykę, choć wśród znajomych nie spotkałem się z nikim, kto słuchałby tej kapeli. Nie dziwię się. Podziękowania za wprowadzenie stanu wojennego czy gloryfikacja postaci Saddama Husajna to dość specyficzne, przekazywane przez nich treści.

Na prawym krańcu sceny rockowej także sporo się dzieje. Zreaktywował się chociażby Obłęd wydając album "Powrót na front",  pojawiło się również kilka nowych zespołów. Lepszych (muzycznie) i gorszych, chociaż niezależnie od umiejętności muzycznych, wszystkie spotykają się ze sporym zainteresowaniem/aprobatą .

  Oprócz prawicy i lewicy, masy przekupywane są także przez polityczne chorągiewki wywęwszające poparcie np. u zwolenników legalizacji marihuany. W ich przypadku ma się do czynienia ze zwykłym biciem piany i skandalizowaniem z którego nic tak naprawdę nie wynika. To chyba Ci mniej groźni wariaci, choć swoją tanią szarpaniną często dolewają oliwy  do  ognia.

Obiektywnie rzecz biorąc, trzeba przyznać tym środowiskom jedno. Przedstawiciele tych grup z pewością nie siedzą na przysłiowych 4 literach. Dążą do zmian w sposób czynny. Nie sposób cokolwiek zmienić poprzez samo narzekanie, lecz z drugiej strony wszelkiej maści ekstremizmy bywają szkodliwe. Wychodzę z założenia, że skłóconym narodem o wiele łatwiej rządzić.

Osobnym tematem są też kibice, którzy dali się upolitycznić tak samo jak angielscy skineadzi. Pierwotnie neutralne łyse głowy zostały  zapełnione na przełomie lat 70/80 wyborczymi sloganami National Front. Wystarczyło, że partia dostrzegła w nich dobrych "żołnierzy"  do realizacji swoich  celów i pociągnęła za odpowiednie sznurki. Może kiedyś rozwinę ten temat.

Bierna nie pozostaje też policja. Mam wrażenie, że działają coraz skrupulatniej i brutalniej. Nie szczędzą gazów i pałek. Tego typu rozwiązywanie spraw przypomina mi Milicję Obywatelską, której zadaniem było trzymanie społeczeństwa w ryzach poprzez represje i zastraszanie. Co gorsza, jest na to ciche przyzwolenie, nawet wśród osób wpływowych i znanych. Żywy symbol Solidarności w zeszłym roku publicznie nawoływał  do pałowania strajkujących. W tym momencie przekreśliłł ostatecznie cały swój dorobek. Mówiąc potocznie: Wałęsa zwyczajnie się skończył. Ostatecznie, bezapelacyjnie i do samego końca.Wszystko gnije?




Przypomina mi się stare hasło „reklamujące” antykoncepcję: I Ty możesz urodzić drugiego Albina Siwaka.

Uzupełniłbym je jeszcze o postacie Moczara, Urbana, Tejkowskiego, Palikota, Korwin-Mikke i Pankowskiego. Obawiam się jednak, że mógłbym jeszcze długo wymieniać.

piątek, 3 maja 2013

Wegefaszyści


Facebook wbrew pozorom potrafi dostarczyć wielu ciekawych inspiracji. Tak się składa, że wielu moich internetowych znajomych należy do (jakże zacnego) grona praktykujących wegetarian/wegan.

Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie publikowane przez niektórych z nich treści, które umieszczane są właściwie o każdej porze dnia i nocy. Ich autorami są „wegetarianie wojujący”, czyli ludzie zafiksowani na swych poglądach jeszcze bardziej niż „wojujące feministki”.

Czego można się od nich dowiedzieć?

Przede wszystkim, mięsożercy są w ich oczach podludźmi. To oczywiste. Wegetarianie czy weganie są w swoim skromnym mniemaniu kimś lepszym, znajdującym się na wyższym poziomie świadomości oraz moralności. Są uosobieniem dobra, sprawiedliwości i miłości. Bronią przecież najsłabszych. Zwierząt.

Tak przynajmniej twierdzą Serafinowie spod warzywniaka.

Ja nie jestem tego taki pewien. Jedna ze znajomych umieściła kiedyś na profilu zdjęcie byka miotającego zakrwawionym torreadorem podczas corridy. Komentarzy typu „dobrze mu tak”, „należało się chujowi”, czy „szkoda że go nie zabił” było chyba kilkadziesiąt. To jeszcze subtelne przykłady, bo był chyba nawet taki o wypruwaniu flaków. Nawiedzeni weganie zachwycali się rozlewem krwi, rozkoszowali się zemstą zwierzęcia, a niektórzy nawet marzyli o tym (sic!), by wcielić się w jego rolę. Jakimś dziwnym trafem, wirtualny album w którym znajoma zbierała podobne obrazki zwał się „Ciągle tyle krwi... :(„

Wylali hektolitry jadu na znienawidzonego człowieka...a po wyłączeniu komputera z całą pewnością poszli mówić o miłości czy szacunku do wszystkiego co żyje gdzie indziej. Tak, spożywam mięso, ale nawet we mnie nie ma tyle nienawiści.

Wegetarianie mają się za osoby wybitnie świadome, otwarte i tolerancyjne.

Ale czy to nie właśnie w ich towarzystwie tak ciężko nieraz zjeść w spokoju posiłek? Będąc wieloletnim wolontariuszem pewnego schroniska dla zwierząt, wielokrotnie słuchałem złośliwego gderania podczas prób otworzenia zwykłej konserwy. Za każdym razem próbowano odebrać mi apetyt różnymi pytaniami i naciąganymi tezami z „niezależnych źródeł”. Tak się składa, że nie wierzę nawet w teorię lipidową i żywię się po swojemu.

Przyciśniety do muru, musiałem posługiwać się „łaciną” by mieć spokój. Tolerancja? Nazwałbym ją raczej „upierdliwością gorszą niż u świadków Jehowy”. Ci także próbują wciskać swój kit przy każdej możliwej okazji.

Obsesyjne kwestie „wegetariańskich naczyń i sztućców” akurat pominę, bo zawsze na taki wyjazd brałem swoje. Niektórzy są bowiem zdania, że „trucizna” z mięsa jest w stanie wgryźć się nawet w stal nierdzewną, a nóż użyty chociażby raz do pokrojenia kawałka kiełbasy jest skażony na cale tysiąclecia. Ciekawe co na to licznik Geigera?

Zdarzało się również, że po takim posiłku co po niektórzy nie chcieli się do mnie odzywać, czy spać ze mną w jednym pomieszczeniu. Cóż. Byłem grzesznikiem i złamałem jedną z najświętszych reguł w religii, którą próbowali mi narzucić. Podejście podobne jak u Muzułmanów, którzy mają problem ze zrozumieniem tego, że gdzie indziej ich prawo może nie obowiązywać.

Kończąc pisanie powyższych wypocin, postanowiłem jeszcze raz zajrzeć na Facebooka. Jedna ze znajomych w ciągu 15 minut umieściła 27 grafomańskch, pro-wegańskich wierszy. Z całego tego bełkotu można wyczytać, że z całą pewnością Pani Koleżanka nienawidzi ludzi. Wszystkich, łącznie ze sobą. Nie wiem jakim cudem nie wyskoczyła jeszcze z okna, skoro jest takim potworem: przedstawicielem homo sapiens.

A może jej to nie dotyczy? Może patrząc w lustro widzi kogoś lokującego się o szczebel wyżej na drabinie ewolucji? Homo vegans. Z pewnością byłaby to fajna wymówka, swoiste rozgrzeszenie, katharsis. Byle uspokoić własne sumienie. Bo nie je mięsa i jest kimś lepszym, a cała reszta to motłoch...do odstrzału.

Obserwowanie radykalnych zwolenników wegetarianizmu/weganizmu jest ciekawym doświadczeniem socjologiczno-psycholoczinycm.

WHO miało rację z uznaniem takich zachowań za chorobę psychiczną. Według mnie, taki (podkreślam) wojujący wegetarianzim/weganizm ma w sobie bardzo wiele z zaburzeń o charakterze obsesyjnym.


Jedni widzą całe zło świata w Żydach, inni w faszystowskich kapitalistach z grubym cygarem w ustach, a jeszcze inni...w mięsożercach. Takie życie.

A mnie drażnią skrajności. Religijne, ideowe, polityczne..czy dietetyzczne.