niedziela, 10 sierpnia 2014

Wszyscy pokutujemy, za to że coverujemy


Któż z nas nie zna hitów takich jak Smoke on the Water (Deep Purple), Paranoid (Black Sabbath), Passenger (Iggy Pop), Whisky in the jar (Thin Lizzy), Troops of tommorow (The Vibrators), Paint it black (Rolling Stones), Guns of Brixton (The Clash). Enter sandman (Mettalica), czy Smells like teen spirit (Nirvana)? Oczywiście, zna je każdy fan szeroko rozumianego rocka. Zapewne każdy również zna wersje w/w piosenek, które grane są przez inne kapele.

Bez dwóch zdań, te utwory mają status kultowych. Niektóre są nawet dosć skomplikowane, zarówno tekstowo jak i muzycznie. Ten, kto choć trochę zna się na graniu, ten wie, że chociażby „Smoke on the water” do najprostszych nie należy. Mimo wszystko, sporo mniej lub bardziej amatorskich kapel pogrywa własne interpretacje tych piosenek, czyli tzw. covery.

A te niejedno mają imię. Powody grania cudzych piosenek mogą być różne. Czasem jest to ukłon w stronę autora oryginału, czego najlepszym przykładem są składanki VA typu „Tribute to”. Innym razem, cover jest zwykłą zapchajdziurą: szczególnie gdy grający go zespół posiada małą ilość własnych utworów. Coverbandy takie jak Łogdan Bazuka, 666 Aniołów, The Dumbs, czy Cheops & The Hooligans to jeszcze inna para kaloszy, a powody takiego grania są różne. Musiałbym zapytać ich o motyw, bo nie chcę uogólniać. Poniekąd wiem, że chłopaki z wągrowieckiego Łogdana chcą po prostu dobrze się bawić i grać fajną muzykę. Tyle.

Czy całe to zagmatwanie i kunszt wykonania jest jednak gwarantem wieloletniego zachwytu publiki? Utwory z reguły mają swoich adresatów. Nie inaczej jest w przypadku muzyki punk-rockowej, gdzie miano legendy zyskała chociażby puławska Siekiera z numerem o tej samej nazwie. O ile się nie mylę, kawałek został nagrany w 1984 roku, a największą sławę zyskał podczas festiwalu w Jarocinie. Większość punków zna jego tekst na pamięć do dziś, co oczywiście nie jest dziwne. Jest niezwykle prosty. Przypominają go także liczne covery, które często  grane są na rockowych koncertach w całej Polsce. Podobnie jest z utworami warszawskiego Dezertera, wałbrzyskiego Defektu Muzgó („Wszyscy jedziemy”), grudziądzkiej Celi nr 3 („Kwiaty”), formacji Nocne Szczury z Władysławowa („Chodź pójdziemy tam”), czy grupy The Analogs ze Szczecina.

Z wrodzonej ciekawości (a może z powodu zwykłej nudy?) postanowiłem odrobinę poobserwować scenę by wyłowić niekwestionowanego faworyta, choć na dobrą sprawę wydawało mi się, że znam z góry odpowiedź. Nie myliłem się.

Oto największy szlagier polskiego punkrocka. Prosty, a jednak uwielbiany od ponad 30 lat. Tekst ponadczasowy i aktualny do dziś. Powielany przez co najmniej kilkanaście (o ile nie kilkadziesiąt, bo nie sposób policzyć tych, co kryją się po garażach i piwnicach) zespołów. Po długim namyśle – to chyba mój ulubiony utwór, którego słucham od początku mojej 12-letniej przygody z punkiem.

Sedes – „Wszyscy pokutujemy”. Krzyk pokolenia. Jednego, drugiego i trzeciego (a jeśli nic się nie zmieni, to także kolejnych). Mimo wielu naprawdę dobrych wykonań (utwór z oczywistych względów został oficjalnie wydany dopiero w 1992 roku), wersję z z Jarocina`84 uważam za najlepszą. Żadna inna nie niesie ze sobą tak dużego ładunku autentycznych emocji. 

 Sedes - Wszyscy pokutujemy (live 1984)
 Sedes - Wszyscy pokutujemy (live 1984)

Farben Lehre - Wszyscy pokutujemy

Wentyl Bezpieczeństwa - Wszyscy pokutujemy

Maggot
(Od 43 minuty, tu nawet załapałem się na film)

Uliczny Opryszek - Wszyscy pokutujemy


Pierestrojka - Wszyscy pokutujemy

Pijacka banda - Wszyscy pokutujemy


AK47 - Wszyscy pokutujemy


Ampótacja - Wszyscy pokutujemy


Zlef - Wszyscy pokutujemy

(Tu się nie przedstawili, ale to grają)


Cymeon X - Wszyscy pokutujemy


Bang Bang - Wszyscy pokutujemy


No Need To Adjust - Wszyscy pokutujemy


Zwarcie w Inkóbatoże - Wszyscy pokutujemy

Poltroll - Wszyscy pokutujemy


Dzieci PRL-u - Wszyscy pokutujemy


Zespół Wychowawczy - Wszyscy pokutujemy

Karate No Mercy - Wszyscy pokutujemy


Dzieci Opieki Społecznej - Wszyscy pokutujemy

Gdyby mój zespół nie „umarł ściercią naturalną” (niestety, wokalista był ze mnie bardzo marny) po paru próbach, to jest b.prawdopodobne, że nasze nagranie również dołączyłoby do tej (niepełnej!) kolekcji.

Niech chociaż ten skromny zbiór będzie moim ukłonem w stronę tego utworu.

Mam też prośbę do Was (Czy ktoś w ogóle to czyta?). Jeżeli ktoś dysponuje jeszcze jakąś wersją, prosiłbym o podrzucenie jej tutaj. Zamierzam na bieżąco uzupełniać ten wpis.

Swoją drogą, nie mogę się już doczeać tego filmu:

środa, 6 sierpnia 2014

Grzecznościowo

Zostałem poproszony o umieszczenie tego w internecie, więc tak też czynię:


"Luboń 20.07.2014.

                Prezydent Miasta Poznania
                Pan Ryszard Grobelny

Poznań-miasto nijakie /list otwarty/
motywacja "Aby sadłem się nie dławić lecz choć trochę świat
poprawić"

Nie jestem rodowitym Wielkopolaninem, choć moi rodzice stąd
pochodzą. Jestem mieszkańcem samego Poznania, lub jego okolic od czasu
rozpoczęciatu studiów w 1977 roku. Na skutek konfliktu z mianowanym w stanie 
wojennym prorektorem, w stopniu naukowym docenta, wtedy pryncypialnego 
wyznawcy obowiązującej ideologii i nie przyznaniu mi mieszkania 
służbowego, wobec braku jakichkolwiek możliwości mieszkaniowych, 
zmuszony byłem wyjechać z miasta. Koniunkturalizm i karierowiczostwo, 
głupota, uczyła młodzież akademicką, w tym przypadku, do emerytury.
Nie żałuję swojego wtedy braku naginania się. 
Poznań, nigdy nie był moim wymarzonym ośrodkiem akademickim,
kierunek studiów także nie mieścił się w zainteresowaniach. 
Jako miasto, wydawał mi się i tak jest dla mnie dalej, mający zbyt płytką duszę, bez
polotu. Był dla mnie uporządkowany, teraz nie mający swojego wyrazu, coraz 
bardziej nijaki.

Niedawno w Sudetach miałem rozmowę z mieszkańcem Wrocławia, który
użył tego określenia, ta osoba z zewnątrz, oddała nim to co myślę o
Poznaniu od dawna i chciałem o tym napisać, rozmowa to skonkretyzowała.
Po okresie wyjazdu, mieszkając niedaleko, próbowałem wrócić
zawodowo do tego co robiłem studiując, nie udało się, teraz już się o to nie
staram. Bywając wtedy w Poznaniu i prowadząc rozmowy z dawnym znajomymi z
mojej dziedziny, powiedziano mi, nie rezygnuj tak szybko z Poznania, 
Merczyński zaczął robić festiwal Malta, to będzie w mieście coś 
zmieniać, zacznie wpuszczać odczucia, poetykę, głębię.
Poznań nie nawiązuje do niczego, nie jest stolicą targową, biznesu,
do tego, że tereny te są początkami państwowości polskiej także, w
mieście i u jego mieszkańców zupełnie tego nie czuć , nie nawiązuje do tego
architektura, jest eklektyczna, obok budynków z kamienia lub cegły 
powstają zimne konstrukcje stalowo-szklane. Inne nowe na ogół także
nie nawiązują do otoczenia. Nieład kolorystyczny. Poza tym miasto to
nie tylko budynki, to warunki do życia, to miejsca wspólne, których jak
na lekarstwo w centrum, inwestycje są wciskane w każdy skrawek.
Zamykanie przestrzeni trwa, jak szklane wejście targowe, coraz trudniej o
oddech, to przytłacza.
Budowle stają się coraz bardziej kontrowersyjne, po co kolejne
galerie handlowe, z markami obecnymi w innych? Liczba ludności i siła
nabywcza tak nie rośnie. Po co takie wejście wschodnie dworca i on sam,
skoro, jeśli było potrzebne, wystarczyło wybudować skrzydło podobne do 
zachodniego i wyremontować budynek dworca. Dlaczego elewację i
wyjście zachodniego pozostawiono nie odnowioną, a zrobiono nowoczesne
zadaszenia peronów? Dlaczego przejście podziemne z peronów w jego kierunku
sprawia wrażenie brudnego i źle oświetlonego? Zamknięcie wejścia na hol 
dawnego dworca razi, mało estetyczną, żelazną kratą.
Zamek-przebudowa, jako osobne pomieszczenie piękne, sale
funkcjonalne, jako ingerencja zupełnie innego charakteru stylistyki w obiekt, 
nieuprawniona. 
 
Koszmar architektoniczny pod drugiej stronie Instytutu Logistyki, w
bezpośrednim sąsiedztwie Starego Rynku. Z ostatnich realizacji
budynek najbardziej niepasujący do otoczenia.
Rozwiązaniom dróg miejskich brakuje wystarczającej wyobraźni i
polotu, wizjonerstwa, przykładem może być ulica Mostowa z zamkniętą
możliwością wyjechania z korka przez ul.Grobla i most Rocha, na ul.Garbary
można wjechać dopiero na wysokości placu Kolegiackiego, ponieważ
poszerzono pasy zieleni i chodniki przy torach tramwajowych, likwidując ulicę.
Lub Bukowska, gdzie poprzednie węższe ulice przed Przybyszewskiego mają 
możliwość skrętu w prawo z pasa autobusów. Trzy miesiące temu
odcinek 150 m w połowie od Polnej do skrzyżowania jechałem 15 minut.
Napisałem w tej sprawie do Zarządu Dróg, do tej pory bez odpowiedzi.
Fredry i konieczność objeżdżania Zamku przez ul.Libelta.
Mania ulic jednokierunkowych i objazdów powoduje, że tam też się
korkuje. Brak trzeciego pasa obwodnicy autostrady, blokowanie się ruchu ma 
obwodnicy północnej przez brak wiaduktów na przejazdach kolejowych,
nierozwiązanie korkowania się okolic Naramowickiej, podwójne
światła przy dawnym Amino, zapalające się zawsze, a nie kiedy rzeczywiście 
wyjeżdżają stamtąd samochody. Działania Strefy płatnego parkowania, zamiast wprowadzać
udogodnienia dla mieszkańców, irytują i utrudniają funkcjonowanie. Nie widać 
inwestycji z opłat poza wkładaniem nowych słupków, w miejscach gdzie 
jeszcze niedawno można było parkować i opłacaniem armii funkcjonariuszy. 
Samochodów  już tak nie przybywa, proces trwa.
Tłumaczenie alternatywą komunikacji miejskiej byłoby poważne gdyby
pętle tramwajowe przesunąć do Komornik, Swarzędza, Kobylnicy, Czerwonaka,
Plewisk, Biedruska, Suchego Lasu,itp. Rozbudować miejską sieć 
tramwajową. Tak dużych i odważnych inwestycji brak, a miasto jest w
krajowej czołówce zadłużenia. A rowerowa? wystarczy spojrzeć na
mapę tras, fragmentaryczne, nagle się urywają, brak oznakowań co dalej?
gdzie można było coś zrobić bez większych nakładów zrobiono, gdzie trzeba
by ciąć pasy zieleni lub chodników czy jezdni, nic dalej.
Może jakimś wyjściem byłoby wykonanie trasy rowerowej wzdłuż Warty z rozjazdami do dzielnic i głównych ulic?
Targi, wydaje się, że powinny iść w stronę wystaw dla klientów 
indywidualnych i prezentacji oferty kraju dla świata i odwrotnie. 
Wystawianiu ofert  nowych technologi. Prezentacje wyrobów i
kontakty między firmami dokonują się elektronicznie, więc taka formuła
targowa jest mało przydatna i rozwojowa.

Transporty uczestników meczy stadionowych, kiedy te osoby będą same
za to płacić w cenie biletu? jako podatnik nie zgadzam się na płacenie
za to z budżetu. Biegi masowe, kiedy nie będą paraliżowały ruchu połowy miasta? i
będą przeprowadzane tylko na terenach zielonych, bardziej dla nich 
odpowiednich. Bieganie po asfalcie, w zapachach miasta, szczególnie
latem jest  mało przyjemne i korzystne dla zdrowia. Jeśli przebieg
tras ma związek ze sponsorowaniem biegów jest to tym bardziej naganne.

Nie oczekuję odpowiedzi na to co piszę, nie chcę polemiki, może
okazać się, że jesteśmy na różnych poziomach wrażliwości, w jednej
osobistej sprawie z Panami Prezydentami już prowadzę korespondencję, to
wystarczy, będzie mi miło jeśli moje myśli będą przydatne i pojawią się jakieś
zmiany, o których piszę. 
 
Za listem nie stoi żadna partia polityczna.
Zbigniew Herbert pisał, że smak decyduje o wyborach, jakość smaku
jest pochodną świadomości. 
Słuchający muzyki popularnej może znajdują w piosence Kazika 
Staszewskiego to co zrobiono z miastem.

Z wyrazami szacunku, mieszkaniec aglomeracji poznańskiej" 
 
Osobiście nie zgadzam się ze wszystkim.
Mimo wszystko wiem, że Poznań to miejsce mało przyjazne.
Zupełnie jak Polska, choć to już skala makro.
 


 


piątek, 20 czerwca 2014

W pięciu "słowach"

 Screwed Up - Wolny kraj
Przejebane - Wolny Kraj?
The Junkers - Ten Sam Syf
The Junkers - Ten sam syf
Detonator BN - Wszystko jest piękne
Detonator BN - Wszystko jest piękne
Azotox - Matka
AZOTOX - Matka
Włochaty - 382 tys. km. Gówna
Włochaty - 382 tys km2 gówna

Tym razem wszystko na temat w 5 utworach. Dziś stricte muzycznie. Kolejność przypadkowa.

sobota, 7 czerwca 2014

O nostalgii, sentymencie i praktycznym zbieractwie


Głupi podobno cieszy się z bateryjki i śmieje się do sera. W tych potocznych i bardzo popularnych powiedzeniach musi być jednak coś prawdziwego.

Historia od której zamierzam zacząć cały swój dziwny wywód jest kompletnie banalna. Jakiś czas temu upadła mi na podłogę maszynka do golenia. Pech chciał, że połamała się w najbardziej strategicznym miejscu, a tworzywa z jakiego zrobiona jest rączka nie chciał chwycić żaden znany mi klej. Po kilku nieudanych próbach naprawy postanowiłem wyrzucić sprzęt do kosza i naiwnie liczyłem na to, że do chwili zakupu nowego egzemplarza zadowolę się jednorazówkami. Niestety, był to spory błąd.

Nie byłoby w tym nic niesłychanego, gdyby nie fakt, że znalezienie nowej maszynki zajęło mi prawie 3 miesiące. Nawet nie zauważyłem w którym momencie sprzęt na tradycyjne żyletki wyszedł z powszechnej sprzedaży i z towaru pierwszej potrzeby przeistoczył się w towar luksusowy. Najtańszy model jaki udało mi się znaleźć w internecie kosztował „zaledwie„ 120zł, choć zdarzały się również urządzonka za tysiąc.

Słabo. Oczywiśćie, jest też chińszyzna niewiadomego pochodzenia, ale w tym wypadku lepiej już golić się nożem do tapet. Dobra żyletka to niestety nie wszystko, a niestety i o nią coraz trudniej. Nawet w tak dużym mieście jak Poznań.

Po długim okresie impasu, z pomocą przyszedł mi pewien portal aukcyjny. Dzięki cierpliwości, którą nabyłem podczas licznych polowań na stary sprzęt fotograficzny, udało mi się kupić nieużywanego, pochodzącego ze starych zapasów Wizameta, czyli coś co miałem do tej pory. Oczywiście, sprzęt prosto z Łodzi.

Może i całe przedsięwzięcie brzmi jak słynne „Do Bydgoszczy będę jeździł, a tu nie będę kupował”, ale współczesny sprzęt do golenia po prostu mi nie służy. Kilkuostrzowe kombajny błyskawicznie zapychają się ściętym zarostem, a same ostrza do „żylet” nie należą. O kosztach ekslploatacji takich maszynek i późniejszych podrażnieniach nie wspomnę. Dlatego od wieku nastoletniego golę się starym, dobrym Polsilverem. Na szczęście jeszcze jest w sklepach.

Może i ta codzienna czynosć w takiej właśnie formie jest dziś czymś równie ekscentrycznym jak dzwonienie z budki telefonicznej, ale każdy ma jakieś dziwactwa. Ze względu na konserwatyzm (jak widać nawet w kwestii codziennych czynnośći) i zamiłowanie do starych rzeczy nazwano mnie kiedyś „młodym starym”, czy „dziadkiem”. Cóż zrobić?

Całość dała mi oczywiście do myślenia i zacząłem w swym, pełnym demoludowych rupieci otoczeniu szukać drugiego dna.

Magnetofon szpulowy Tonette, radioodbiornik lampowy ZRK, zaklepany u rodziny wzmacniacz Diory z kolumnami Tonsilu... czy zakichana PRLowska maszynka do golenia, którą znacznie łatwiej zrobić sobie krzywdę niż jej zachodnim pierwowzorem. O masie sprzętu fotograficznego z NRD nie wspomnę. Co z tego wszystkiego wynika?

Nostalgia? Sentment? To raczej nie wchodzi w rachubę, ponieważ z minionej epoki pamiętam tylko szklane butelki na mleko (z aluminiowym kapslem!), ambulanse z dużych fiatów (babcia od wielu lat jest lekarzem, więc widywałem je często, gdy odwiedzałem ją w pracy) oraz przemówienia prezydenta Jaruzelskiego w telewizji. Podobno jako dziecko płakałem za każdym razem gdy widziałem go w na ekranie telewizora Neptun, lecz to już całkiem inna historia. Poza tym, mam dość negatywny stosunek do tamtego ustroju.

Więc co?

Przede wszystkim to, że mimo wieku wszystko działa. Czasami byle jak, ale działa. W przypadku awarii można zazwyczaj to wszystko naprawić bez konieczności wyrzucania sprzętu na śmietnik. W internecie można obejrzeć dość ciekawy dokument o celowym wytwrzaniu rzeczy nietrwałych. Wszystko po to, aby utrzymać ciągły popyt i móc czerpać zysk z ciągłej produkcji (nomen omen) bubli. Niestety, ale nie potrafię inaczej określić wielu rzeczy z jakimi mam codzienną styczność.

Wzmacniacz z którego korzystam zaczął się psuć po 5 latach i tym samym skłonił mnie do zamiany go na starą Diorę, która od 30 lat działa bez najmniejszego zarzutu (pomijając takie kwestie jak czyszczenie potencjometrów). Sprzęt brzydki, pozbawiony wielu przydatnych funkcji, ale bije „firmowy” plastik na głowę. Taki przykład.

Co ciekawe, nie praktykowano tego w państwach byłego Bloku Wschodniego, lecz na dobrą sprawę prymitywne technologie oraz jakość wykonania większości produktów pochodzących z tych stron pozostawiała z reguły wiele do życzenia. Oczywiście, trafiały się również rzeczy wybitnie trwałe i dobre: np. wymieniane wcześniej tonsilowskie głośniki, legendarne pralki WM66 o tysiącu zastosowań, albo niezawodne motocykle ze Świdnika, Zschopau, czy Iżewska. Na tym lista rzecz jasna się nie kończy.

Mimo wszystko, kupowało się to, co akurat udało się dostać, bo zbyt wielkiego wyboru nie było.

Niektórzy kupowali również na zapas lub z myślą o późniejszej zamianie z innymi. Zbieractwo i zaopatrywanie się we wszystko na zasadzie „trzeba brać póki jest, bo potem może nie być” było dość praktyczne jeżeli ma się na uwadze upierdliwość dnia codziennego w socjalistycznej rzeczywistośći. Sam przyłapuję się na tym, że coraz częściej myślę w ten sposób. Gdybym miał odpowiednie dojście i wystarczającą ilość pieniędzy, to kupiłbym 10 takich maszynek.

"Nowych" Wizametów niedługo już nie będzie. To jedna z ostatnich sztuk.

Chyba jestem praktycznym zbieraczem, który zwyczajnie lubi stare rzeczy zarówno za ich wygląd jak i trwałość. Głupi podobno cieszy się z bateryjki i śmieje się do sera.

Cieszę się z maszynki i śmieję się do monitora pisząc to wszystko.


czwartek, 29 maja 2014

"Był sobie raz cesarz..."


Podobno nie wypada mówić źle o osobach zmarłych, lecz na to należy sobie zasłużyć. Skoro nie mówimy dobrze o Stalinie, Bierucie, czy nawet Hitlerze, to czemu nie mamy mówić źle o Wojciechu Jaruzelskim? Śmierć nikogo nie wybiela, a czcze gadki o jej majestacie to często dobry sposób na uniknięcie niewygodnych tematów.

Choć kwestia interwencji radzieckiej pod koniec 1981 roku może i wciąż jest kwestią sporną, to i tak osobiście nie wierzę w spiskową teorię dziejów. Uważam, że manewry Soyuz`80 (prawdopodobnie związane z Afganistanem) miały być jedynie dobrym, psychozotwórczym straszakiem i usprawiedliwieniem późniejszej pacyfikacji Solidarności przez WRON. Wojna polsko(?)-polska o stołki.


Oczywiście, mogę nie mieć racji. Stan wojenny nie jest jednak jedyną rzeczą, którą Spawacz ma za uszami. Dość rzadko mówi się o jego przynależności do Informacji Wojskowej, zwalczaniu AK, czystkach antysemickich w wojsku, masakrze w 1970 roku, czy wydarzeniach w KWK „Wujek”. O załatwianiu degradacji dawnym stronnikom,  ślepym posłuszeństwie wobec Moskwy i zwykłym konkiunkturalizmie, który umożliwił niezwykle szybki awans Jaruzelskiego w LWP także wspomina się bardzo rzadko.

Nawet jeżeli „uratował kraj” (co osobiście uważam za absurd i jedno znajwiększych kłamstw PRL), to należy pamiętać o reszcie jego przewinień, zbrodni i wstydliwych faktów z jego życiorysu. Jaruzelski był zwyczajną kanalią i zbrodniarzem. Tym samym, nie mogę pojąć jak co po niektórzy politycy mogą dziś żądać stawiania tej postaci pomników.

 Bandytów jego pokroju powinno się rozliczać z przeszłości. Niestety, tak nie jest i tak już raczej nie będzie. Wieloletnie (i jak widać skuteczne) uciekanie tw. Wolskiego od rozpraw jedynie utwierdza mnie w przekonaniu, że w moim kraju istnieją ludzie nietykalni i równiejsi wobec prawa, a coś takiego jak niezależnie i niezawisłe sądownictwo zwyczajnie nie istnieje. Towarzyszowi generałowi najwyraźniej zabrakło żołnierskiej odwagi. Był tchórzem, a razem z nim umarła moja nadzieja na sprawiedliwość. To jedyna rzecz jaka mnie smuci w związku z jego śmiercią.

Nawet młody, urodzony w 1987 roku człowiek w postaci mojej osoby chciałby czuć się bezpiecznie we własnym kraju.


 Oczywiście, nie oznacza to, że wrzuciłbym starego towarzysza generała do więziennej celi. Wystarczyłby zwykły proces, który zakończyłby się słowami „winny” lub „niewinny”. Niezależnie od jego finału, samo postępowanie byłby już jakąś namiastką sprawiedliwości.

Obawiam się, że Kiszczak również się wywinie i tym samym ponownie ośmieszy całe sądownictwo III RP. Węgrowie bowiem potrafili wytoczyć proces Beli Biszku gdy ten miał 92 lata. Jak widać można.

Jaki z tego wniosek?

Polacy potrafią skazać za wart 99 groszy batonik, a w przypadku zbrodniarzy po cichu liczy się  na to, że sprawa rozwiąże się sama. Nie dziwi mnie więc to, że ludzie tacy jak Zygmunt Miernik rzucają w sędziów tortami.


czwartek, 23 stycznia 2014

Psychoza


Dezerter - zasady dynamiki tlumu
Dezerter - Zasady dynamiki tłumu

Manipulują nami wszędzie i na każdym kroku, nawet podczas niewinnych zakupów. Wielkie markety dysponują całą gamą sprytnych socjotechnik, dzięki którym zwiększają swój obrót.

Towar, który ma sprzedać się w pierwszej kolejności umieszczony jest zazwyczaj na poziomie naszych oczu, a celowy nieład na półce ma wywołać u nas przekonanie, że dany produkt jest rozchwytywany i my też musimy go mieć. To nieprawda, że sprzedawca nie ma czasu tego posprzątać.

Znajdujące się przy kasach słodycze mają z kolei osłodzić nam nutkę goryczy, jaka towarzyszy nam podczas stania w długiej kolejce. Swoją drogą, te bardzo często podsyca się w sposób sztuczny, by klient w oczekiwaniu na uruchomienie kolejnej kasy pokręcił się po sklepie i "przypomniał sobie" o rzeczach, które mogą być dla niego przydatne. W końcu drobny spacer między alejkami, jest o wiele ciekawszy niż gnicie w ogonku, prawda?

Oczywiście, jest jeszcze celowo dobrana, zachęcająca do robienia zakupów muzyka. Równie atrakcyjne dla naszych uszu są takie słowa jak "okazja", czy "promocja", choć bardzo często nie znajdują one pokrycia w rzeczywistości.

To tylko przykłady, bo w rzeczywistości chciałem napisać o czymś zupełnie innym. Czekając dziś na swoją kolej w "Społemie", dokonałem szybkiego przeglądu prasy, czego zazwyczaj nie robię. Tym razem zrobiłem wyjątek, ponieważ mój wzrok przykuła pierwsza strona dość słynnego tabloidu, na której umieszczono domniemaną podobiznę słynnego "Szatana z Piotrkowa". Nie byłoby w tym nic dziwnego, ponieważ sprawa jest ostatnio dość głośna. Zaintrygował mnie przede wszystkim wielki nagłówek, który najwyraźniej miał wywołać powszechne oburzenie faktem, iż „Polak będzie teraz utrzymywał bestię!!!”.

O ile mi wiadomo, pańśtwo utrzymywało Trynkiewicza podczas całego jego pobytu w więzieniu. Skąd ta nagła złość i niesmak? Przecież to jasne, że z naszych podatków żywi się nie tylko pijanych kierowców, alimenciarzy, oszustów, złodziei, lecz także gwałcicieli, pedofili i morderców. Utrzymanie skazanego to niemały wydatek dla państwa, ale takie niestety są realia i musimy się z tym pogodzić. Jedzenie, opieka medyczna skazanych, zabezpieczenia, pensje funkcjonariuszy SW, personelu więziennego... koszty funkcjonowania molocha jakim jest zakład karny, czy areszt śledczy... są niemałe.

Na stronie internetowej gazety wyczytamy z kolei: „POBIERZ, WYDRUKUJ I ROZWIEŚ SPECJALNY PLAKAT. XXX OSTRZEGA PRZED TRYNKIEWICZEM”. Oczywiście, rozumiem powszechną psychozę, choć nie do końca. Ilu pedofili i morderców wychodzi rocznie na wolność? Dlaczego nikt o tym nie wspomina?

Czyny tego człowieka zasługują na całkowite potępienie i nie ma w zasadzie niczego, co mogłoby je usprawiedliwić. Nawet fakt bycia psycho/socjopatą. Gdyby skrzywdził którąś z moich pociech (na szczęście ich nie posiadam), to jestem jestem całkowicie przekonany, że byłbym tym, który najgłośniej domagałby się wymierzenia mu kary śmierci. Częściowo rozumiem rodziny jego ofiar, bo to co zrobił „Szatan z Piotrkowa” jest zwyczajnie obrzydliwe i nie ma w tym przypadku mowy o jakimkolwiek zadośćuczyczynieniu, rekompensacie. To jasne.

Spokoju nie daje mi jednak co innego. Otóż widząc te wszystkie nagłówki gazet, czy słuchając wiadomości w radio, odnoszę dziwne wrażenie, że media próbują namawiać społeczeństwo do linczu. Nie da się ukryć, że wywoływanie powszechnej paniki i dolewanie przysłowiowej oliwy do ognia dość dziwną retoryką, może źle się skończyć. Media oczywiśćie pozostaną niewinne i zazwyczaj za takie uchodzą. W końcu nasza prawicowa/lewicowa/katolicka/anarchistyczna gazeta zawsze ma rację...i dlatego ją czytamy. Kłamią i oszukują nas inni. Wszyscy , tylko nie nasze źródło informacji.

„ Oko w oko z Trynkiewiczem. Policja radzi: Gdy spotkasz Trynkiewicza na ulicy ...”
(oryginalny tytuł artykułu, który nie został w jakikolwiek sposób skrócony)

Czuję , że próbuje mi się zaserwować  gotową odpowiedź. Przyznam się, że pierwsza rzecz, jaka przyszła mi do głowy to samosąd. Zabić by wyręczyć nieudolny wymiar sprawiedliwości i być uznanym za bohatera. Jakie to kuszące. Manipulacja zastawiła na mnie swoje sidła.

Oczywiśćie, to tylko brukowiec. Może nie tylko? Jest dość poczytny.