niedziela, 9 czerwca 2013

C2H5OH


Poniedziałek, 10 rano. Zaczęło się od zwykłej, krótkiej ekspedycji po środki czystości. Wszystko jest kotem gdy posiada się kota. Raz na jakiś czas wypada więc porządnie wszystko odkocić, łącznie z dywanami i dzielonym ze zwierzakiem łóżkiem.

Po drodze mijam kościół. Stoi pod nim kobieta, która mimo wczesnej pory ledwo trzyma się na nogach. Ma około 35-40 lat, choć wygląda na 60. W zależności od wieku przechodniów, prosi ich o pieniądze na różne rzeczy. Starszych i tych (na pierwszy rzut oka) bardziej zdystansowanych błaga o pieniądze na chleb, młodszych i wyluzowanych o drobne na kolejne piwo.

Udawałem, że jej nie widzę, choć siłą rzeczy postanowiłem się jej przyjrzeć. Kiedyś musiała być naprawdę piękną kobietą, teraz zaczyna przypominać wrak człowieka wyniszczonego gorzałą. Być może także stresem, chorobami i ciężką pracą, ale skutki nadmiernego picia najbardziej rzucają się w oczy. Alkohol zmienia specyficznie twarz i cerę.

Smutny, choć częsty widok w mojej okolicy. Rekordziści potrafią leżeć pijani już o 8 czy 9 rano. Pijaństwo jest tu na porządku dziennym i nie robi na nikim żadnego wrażenia. Ławkowe ekipy to stały element krajobrazu, choć w przypadku pijanej kobiety sprawa ma się nieco inaczej. Zawsze i wszędzie.

Tak się już utarło, że widok naprutego faceta jest czymś zupełnie normalnym, nawet gdy ma na sobie drogi garnitur i teczkę pod pachą. Widok zataczającej się kobiety wciąż szokuje. Dlaczego? Bo kobiecie nie wypada, nawet od święta? A może dlatego, że to rzadszy widok? Dobre pytanie. Konia z rzędem temu, kto potrafi na nie odpowiedzieć, chociaż najwięcej do powiedzenia mają tu chyba normy kulturowe. W końcu sam nie lubię dziewczyn, które dużo piją.

Sam pijam coraz mniej. Z reguły 2-3 piwa w miesiącu. Chyba, że trafi się plener lub wernisaż.

Godzina 11, wracam do domu z zakupami. Służby mundurowe zbierają antybohaterkę powyższej opowiastki z chodnika.


Parafraza - Alkohol
Parafraza - Alkohol

sobota, 1 czerwca 2013

Uśmiechnij się!


Do napisania poniższego tekstu zainspirował mnie...plebiscyt. W Poznaniu niebawem zostanie oddane do użytku nowe rondo. Można zgłaszać za pośrednictwem internetu oraz prasy własne propozycje nazwy dla tego obiektu.

Analizując poszczególne pomysły, zacząłem zastanawiać się nad tym wszystkim w szerszym kontekście. Wszystko dookoła wydaje się strasznie poważne, pełne patosu, a w niektórych przypadkach jest wręcz drętwe i nijakie. Poważne nazwy ulic, skwerów czy osiedli przypominają nam najbardziej dramatyczne wydarzenia z naszej historii , choć wielkim nietaktem/głupotą byłoby odebranie tym wszystkim patronom ich niewątpliwych zasług. To inna sprawa.

Wszystko jest po prostu zbyt poważne, nawet święta państwowe. Z reguły są strasznie smutne. Może i wynika to po części ze wspomnianej wcześniej burzliwej i pełnej krwi historii Polski, ale czy nie można od czasu do czasu poświętować w sposób radosny? Na przykład 11 listopada. Można się przecież tym cieszyć. Odzyskanie niepodległości powinno być wielkim powodem do radości. Trzeba jednak chcieć i potrafić.

No właśnie. Czy potrafimy?

Wiele mówi się o tym, że jako Polacy dużo narzekamy, bierzemy wszystko do siebie, nie mamy dystansu do rzeczywistości. Ponadto, lubimy mieszać samych siebie z błotem, choć gdy zrobi to ktoś z zewnątrz (np. Niemiec) – błyskawicznie pojawia się istny zryw narodowy. Polaka krytykować może tylko Polak.

Z pewnością tego typu nastawienie (może i wyolbrzymione) nie sprzyja cieszeniu się drobiazgami dnia codziennego, przynajmniej u stereotypowego Kowalskiego. Na dodatek wmawia mu się, że wszystko jest nie tak. Nawet gdy jest dobrze to tak naprawdę jest źle, bo przecież może być lepiej. Barejowska logika, wieczne niezadowolenie, toksyczna atmosfera.

Każdy powód do zepsucia sobie/komuś humoru jest przecież dobry: podatki, Tusk, bezrobocie, Smoleńsk czy słaba forma piłkarskiej reprezentacji. To dyżurne tematy  wpędzające wszystkich w depresję, choć nawet zasrany trawnik może być doskonałytm pretekstem do chodzenia przez resztę dnia w wisielczym nastroju. Z jednej strony nie można być obojętnym w pewnych kwestiach, lecz z drugiej... nie można wiecznie chodzić z klapkami pesymisty na oczach, bo trudno wtedy widzieć jakiekolwiek pozytywy.

Nadmiar pesymizmu, powagi i wiecznego psucia sobie krwi doprowadził do tego, że  widząc uśmiechniętego człowieka  na ulicy nie darzymy go sympatią i zaufaniem. Uśmiechanie się jest czymś niecodziennym, często wręcz podejrzanym. Absurd? Absurd.


Postanowiłem nie ograniczać się do narzekania na blogu. Wysłałem propozycję rondowego patrona do gazety. Moim typem był...Stanisław Bareja. Człowiek, który swoją twórczością „nadgryzał” poprzedni ustrój obnażając jego wady za pomocą karykatury. Pokazywał PRL w krzywym zwierciadle. Był znakomitym obserwatorem. Uczył też pewnych, fajnych postaw. Dystansu do siebie. Ludzie potrafili śmiać się z uchwyconych na filmie absurdów życia codziennego, dość zresztą ciężkiego i szarego w epoce socjalizmu.



Myślę, że to co robił było ważne, stanowiło w pewnym sensie pracę u podstaw. Za pomocą komediowego katharsis pokazywał, że nie zawsze trzeba reagować na prozę życia śmiertelną powagą. Można cieszyć się życiem nawet gdy jest ciężko i nieciekawie. W ten sposób funkcjonował również Zenon Laskowik z kabaretem Tey.

Z uśmiechem na twarzy żyje się lepiej.

Brakuje dziś takich ludzi, kabaretów czy filmów. Mam wrażenie, że dzisiejsi komicy nie potrafią już robić satyry, która miałaby czemuś służyć. Potrafią za to szydzić i szkalować, czego najlepszym przykładem są postacie Szymona Majewskiego oraz Jakuba Wojewódzkiego. Robią karierę na skandalach nie po to by coś poprawić, zmienić. Robią karierę dla sławy i pieniędzy.

Granica między satyrą a szyderstwem jest coraz mniej wyraźna, ale nie ma co narzekać. Jest jak jest. Pozostaje (naiwnie) wierzyć, że w Poznaniu pojawi się Rondo im. Stanisława Barei, które będzie nam przypominać, że potrafimy cieszyć się i śmiać (nawet z samych siebie) w święta i nie od święta.

To byłaby jazda.


Beer Goggles  - Uśmiechnij się
Beer Googles - Uśmiechnij się!