czwartek, 29 maja 2014

"Był sobie raz cesarz..."


Podobno nie wypada mówić źle o osobach zmarłych, lecz na to należy sobie zasłużyć. Skoro nie mówimy dobrze o Stalinie, Bierucie, czy nawet Hitlerze, to czemu nie mamy mówić źle o Wojciechu Jaruzelskim? Śmierć nikogo nie wybiela, a czcze gadki o jej majestacie to często dobry sposób na uniknięcie niewygodnych tematów.

Choć kwestia interwencji radzieckiej pod koniec 1981 roku może i wciąż jest kwestią sporną, to i tak osobiście nie wierzę w spiskową teorię dziejów. Uważam, że manewry Soyuz`80 (prawdopodobnie związane z Afganistanem) miały być jedynie dobrym, psychozotwórczym straszakiem i usprawiedliwieniem późniejszej pacyfikacji Solidarności przez WRON. Wojna polsko(?)-polska o stołki.


Oczywiście, mogę nie mieć racji. Stan wojenny nie jest jednak jedyną rzeczą, którą Spawacz ma za uszami. Dość rzadko mówi się o jego przynależności do Informacji Wojskowej, zwalczaniu AK, czystkach antysemickich w wojsku, masakrze w 1970 roku, czy wydarzeniach w KWK „Wujek”. O załatwianiu degradacji dawnym stronnikom,  ślepym posłuszeństwie wobec Moskwy i zwykłym konkiunkturalizmie, który umożliwił niezwykle szybki awans Jaruzelskiego w LWP także wspomina się bardzo rzadko.

Nawet jeżeli „uratował kraj” (co osobiście uważam za absurd i jedno znajwiększych kłamstw PRL), to należy pamiętać o reszcie jego przewinień, zbrodni i wstydliwych faktów z jego życiorysu. Jaruzelski był zwyczajną kanalią i zbrodniarzem. Tym samym, nie mogę pojąć jak co po niektórzy politycy mogą dziś żądać stawiania tej postaci pomników.

 Bandytów jego pokroju powinno się rozliczać z przeszłości. Niestety, tak nie jest i tak już raczej nie będzie. Wieloletnie (i jak widać skuteczne) uciekanie tw. Wolskiego od rozpraw jedynie utwierdza mnie w przekonaniu, że w moim kraju istnieją ludzie nietykalni i równiejsi wobec prawa, a coś takiego jak niezależnie i niezawisłe sądownictwo zwyczajnie nie istnieje. Towarzyszowi generałowi najwyraźniej zabrakło żołnierskiej odwagi. Był tchórzem, a razem z nim umarła moja nadzieja na sprawiedliwość. To jedyna rzecz jaka mnie smuci w związku z jego śmiercią.

Nawet młody, urodzony w 1987 roku człowiek w postaci mojej osoby chciałby czuć się bezpiecznie we własnym kraju.


 Oczywiście, nie oznacza to, że wrzuciłbym starego towarzysza generała do więziennej celi. Wystarczyłby zwykły proces, który zakończyłby się słowami „winny” lub „niewinny”. Niezależnie od jego finału, samo postępowanie byłby już jakąś namiastką sprawiedliwości.

Obawiam się, że Kiszczak również się wywinie i tym samym ponownie ośmieszy całe sądownictwo III RP. Węgrowie bowiem potrafili wytoczyć proces Beli Biszku gdy ten miał 92 lata. Jak widać można.

Jaki z tego wniosek?

Polacy potrafią skazać za wart 99 groszy batonik, a w przypadku zbrodniarzy po cichu liczy się  na to, że sprawa rozwiąże się sama. Nie dziwi mnie więc to, że ludzie tacy jak Zygmunt Miernik rzucają w sędziów tortami.