poniedziałek, 14 października 2013

Ty i Solidarność


Za sprawą ostatniego filmu Andrzeja Wajdy, jednym z obecnych tematów dyżurnych jest postać Lecha Wałęsy. Niestety, oglądanie jego wizerunku na każdym kroku zaczyna już być mocno irytujące, bo dodatkowej pikarnetii dodaje wszystkiemu jego dość kontrowersyjna osobowość.

Może i dla wielu jest to żywa legenda oraz swoista ikona Solidarności, ale w moim odczuciu były prezydent jakiś czas temu zdeptał cały swój dorobek namawiając do zomowskiego pałowania strajkujących podczas Euro 2012. Kolejną wtopą osoby, która (jak sama twierdzi) wywalczyła u nas demokrację była wypowiedź o wywaleniu przedstawicieli niektórych środowisk za mur parlamentu. Może i sam nie popieram takich mniejszości, ale gdy ktoś uważa się za obrońcę i piewcę politycznego pluralizmu, to wypowiedź tego pokroju brzmi z jego strony co najmniej dziwnie.

Rozbierz Się - TY I SOLIDARNOSC
Rozbiesz się - Ty i Solidarność

Darzę „Solidarność” ogromnym szacunkiem i pokuszę się o stwierdzenie, że Wałęsa strasznie jej zaszkodził brakiem tak podstawowej umiejętności jak gryzienie się w język gdy trzeba. Gdy na całym świecie jest sę uważanym za synomim pewnej organizacji, to jednak trzeba dbać o swój wizerunek. W ten właśnie sposób ostatecznie odciął się od dawnego środowiska.

Zresztą... Czy miał się od kogo odcinać? Zawsze gdy słucham wypowiedzi Pana Wałęsy, to mam dziwne wrażenie, że w jego skromnym mniemaniu, Solidarność liczyła aż 1 osobę. Przykładem niech będzie wieczne powtarzanie przez niego zwrotów takich jak : „JA strajkowałem, JA walczyłem, JA obaliłem komunę”. Mantra. W kółko: ja, ja, ja. Gdzie reszta związkowców? Zarówno tych szeregowych, jak i tych pokroju Andrzeja Gwiazdy, Anny Walentynowicz czy Bogdana Borusewicza?

I dlaczego nie ma dla nich miejsca w etosie Wałęsy?

Odpowiedzią na powyższe pytanie jest chyba woda sodowa, która uderzyła niektórym do głowy. Nie wiem czy to zwykła wyniosłość wynikająca z dumy, czy jest to już pewna megalomania i narcyzm, który przjeawia się m.in. w wielkim oburzeniu, że nie rozwinięto dla niego czerwonego dywanu na lotnisku w Londynie.

A może czerwony dywan źle się kojarzy?

Może, choć niekoniecznie. Wspólne obiady z dawnymi wrogami pokroju Spawacza to przecież nic takiego. Przecież to inne czasy, inna Polska.

Inny Wałęsa?

Nie mogę już tego wszystkiego czytać, słuchać i oglądać. Bardzo cenię sobie filmy Wajdy, lecz jednak odpuszczę sobie jego najnowszą produkcję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz