niedziela, 28 kwietnia 2013

Polski punk - 30 lat minęło


Od jakiegoś czasu porównuję przeszłość z teraźniejszością. Spotkałem się z dość ciekawym stwierdzeniem, że polski punk lat 80-tych był słaby. Żałuję, że nie było możliwości pociągnięcia tej rozmowy dalej, ponieważ mam na ten temat całkowicie odmienne zdanie.

Może i nie zachwycał nikogo hałas wydobywany ze strasznie kiepskich Defili, a z krążących w trzecim obiegu kaset ciężko było cokolwiek wychwycić. Chyba nie o to w tym wszystkim chodziło. Przygnębiające teksty często niosły w sobie wszystko to, co stanowiło sól w oku całego ówczesnego społeczeństwa oraz czuwającej nad nim władzy. W brutalny sposób obnażały ciemniejszą stronę rzeczywistości bezczelnie pokazując, że jednak nie wszystko jest takie piękne w „ustroju wiecznej szczęśliwości”.

Może i było sporo w tym wszystkim naiwności, a garażowym szarpidrutom zwyczajnie wydawało się, że z końćem komuny Polska stanie się drugim rajem na ziemi? Może i wiara w możliwość naprawienia świata poprzez kopanie leżącego już ustroju za pomocą wykrzykiwania oczywistych prawd była faktytcznie infantylna?

Komuna padła, a samo zjawisko straciło na sile. Szybko okazało się, że w nowej rzeczywistości można nieźle zarobić na graniu. Wystarczy spojrzeć na silvertonowskie punkopolo z początku lat 90-tych i moim zdaniem, jest z tym coraz gorzej.

Sami pankowcy też są jacyś tacy inni. O wiele lepiej dogaduję się ze „starymi załogantami” . Ze „zgredami” można porozmawiać o wszystkim. Nikt nie licytuje się kto ma bardziej oryginalną koszulkę, gdzie w internecie można kupić najbardziej odjechane glany, które piwo wypada pić oraz kto jest bardziej „prawdziwy i kumaty.” 

Rzygam już tym. m.in dlatego nie chodzę już na koncerty.



Mało jest dziś kapel ambitnych, próbujących przekazać coś więcej, uczących krytycznego myślenia. Dominują teksty o weekendowym kacu, piłce nożnej, pięknych panienkach, glanach itp. Najważniejsze by wszystko było (zbyt) proste, utwór wpadał w ucho i można było się przy nim ostro nawalić. Sztuka dla sztuki, przerost formy nad treścią.

Coraz częściej mam wrażenie, że o wiele fajniejszy pod względem treści jest chociażby dzisiejszy rap i hip-hop.

Może właśnie o to chodziło na samym początku tego zjawiska, w Anglii końca lat 70-tych? U nas punk rock pojawił się jednak w zupełnie innym, historyczno-społecznym kontekście. Dziś też jest inaczej. To nie czasy rządów M.Thatcher, która próbowała wyciągnąć wówczas kraj z kryzysu, choć nie da się ukryć: kryzys jest. Innej natury i na innym gruncie społecznym, ale istnieje.

Tak jak punk. Działa w zupelnie innym wydaniu, jest krzywym zwierciadłem zupełnie innej rzeczywistości.

Choć mam prawie 26 lat, przemawia do mnie punkrock lat 80-tych. W odróżnieniu od popowej sieczki, punkowe teksty przynajmniej były o CZYMŚ...a  wiele z nich jest aktualnych do dziś.


Gdy będę miał ochotę na coś niedołującego i  spokojnego, to włączę sobie jakieś Kombi na pierwszym programie polskiego radia.

czwartek, 25 kwietnia 2013

1986-2013


Kontrola W - Koniec
Kontrola W(ładzy) - To będzie koniec

Noc z 25 na 26 kwietnia jest dla mnie datą bardzo ważną. W 1986 roku, zadufana w sobie ludzkość pokazała jak bezmyślnie ufa technologii.

Elektrownia jądrowa w Czarnobylu (bo o niej mowa) to podręcznikowy przykład przesadnej pewności siebie, technologicznego zaślepienia. To ponury pomnik zwykłej głupoty. W tym przypadku również ideologicznej, ponieważ eksperyment nie został przerwany przede wszystkim z pobudek światopoglądowych i tzw. dyscypliny partyjnej, zgodnie z którą działał wówczas przełożony siedzących w centrali pracowników.




Ci doskonale wiedzieli co się dzieje, choć niedoskonała aparatura pomiarowa (termometry nie sięgały dna rozgrzanego niemal do białości rdzenia) nie oddawała w pełni skali zagrożenia. Nakazano im działać dalej, albo polecą przyszłowiowe głowy.

No i poszło.

Wyludnione miasto, wyludnione okoliczne wsie. Skażona, zamknięta zona, choć po usunięciu skutków awarii nie jest jednak „tak źle”...mimo iż kosztowało to zdrowie/życie wielu tysięcy ludzi, do dziś umierających w straszliwych męczarniach. Choroba popromienna, nowotwory, czy inne nieznane dotąd choroby.

Mało brakowało,  a pół Europy nie nadawałoby się do zamieszkania. Po ugaszeniu reaktora, mogło  dojść  do kolejnego wybuchu, któremu zapobiegli górnicy.

Ale czy oprócz przemysłu i energii jądrowej, nie wykańczamy się np. wszechobecną chemią, którą ładuje się m.in do żywności? Wszystko jest naszprycowane wszystkim. Grunt to wyprodukować dużo i tanio, przy małym nakładzie pracy. Skutkami długofalowymi nikt się nie przejmuje, lub na ich zbadanie jest po prostu za wcześnie.

Nie wierzę nawet w "ekologiczną żywność" czy zakazy stosowania np. DDT (popularny niegdyś "Azotox"). Są przecież  zamienniki, choć nawet bez nich wszystko wyrasta z zasyfionej ziemi.

Mam wrażenie, że przez 27 lat człowiek niczego się nie nauczył. Wykończy się sam.
Jak nie toksycznym żarciem, to Fukuszimą czy bombami, którymi od jakiegoś czasu straszy Korea. Piłujemy gałąź na której siedzimy, za mocno wierzymy we własny "geniusz".




wtorek, 23 kwietnia 2013

Wsi spokojna, wsi wesoła



Myślałem, że na 5-tym roku moich studiów poza wszechobecnymi etatozapychaczami nie ma już przydatnych, wartościowych zajęć. Zostałem wczoraj miło zaskoczony. Spodobały mi się akurat te, których wszyscy nie cierpią: Edukacja obywatelska.

Fajnie podyskutować sobie o tym „Czy Polska może być sexy?” lub „Czy warto być Polakiem w Polsce?”. Dziwią mnie ludzie, którzy cholernie wstydzą się tego skąd pochodzą i kim są, a w przypadku emigracji próbują błyskawicznie się zasymilować.

To jedno. W okolicach Zaduszek zastanawiają mnie zawsze próby zaszczepiania obcych świąt takich jak Haloween. Czemu na siłę próbuje się udawać resztę świata, robić ze wszystkiego globalną wioskę? Jeść to co wszyscy, oglądać te same filmy, tak samo się ubierać, zachowywać, to samo świętować.

Żałuję, że w całej tej szaleńczej pogoni za przysłowiową Ameryką nie docenia się różnorodności. Czy to nie właśnie ona czyni świat naprawdę ciekawym? Obce kultury, regionalizmy, folklor czy nawet żargony i gwary. Mam wrażenie, że jest tego coraz mniej, a moi rówieśnicy przywiązują do tego coraz mniejszą wagę stając się bliżej nieokreślonymi „obywatelami tego świata”. Jak tak dalej pójdzie, to (i tak już nieliczni) Indianie będą wciągać w rezerwatach hamburgery z maka.

Siostra ostatnio zrozumiała, dlaczego nie chcę mieć tak „wspaniałego” motoru jak jej Suzuki Freewind. Albo niezawodny produkt Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego w Świdniku, albo nic. Może i zalatuje to tanim hipsterstwem, ale każdy z nas prędzej czy później zacznie zastanawiać się nad swoją tożsamością. W całej tej globalnej papce można się tylko pogubić. Czasami też do czegoś się po prostu tęskni.




Taki jestem i zgadzam się z Kukizem. Kocham „polski folklor dnia codziennego”, choć bywa, że jest on często powodem szyderstw z zewnątrz. Sztandarowymn przykładem jest tu chyba noszenie skarpet do sandałów. Co z tego? Inni też mają wady. Chińczycy, Włosi, Francuzi, Amerykanie itd....a Niemcy kręcą pornole w skarpetach.

Wiem, że jest u nas źle. Młodzi ludzie nie mają prkatycznie szans na dostanie pracy, a spec po zawodówce często zarabia więcej od magistra po studiach. Niedługo się o tym przekonam, za parę miesięcy kończę 5-letnie studia. Prawdopodobnie wyjadę – nie widzę tutaj zbyt dobrych perspektyw nawet na tzw. głodową pensję.

To przykre, gdy widzi się jak ten kraj traktuje młode (choć nie tylko) pokolenie. To nie jest zwykłe, komunistyczne gadanie "Bo mi się należy.".  Bądź co bądź, młodzież to  przyszłość każdego państwa. To dobra inwestycja. Czysta, wolnorynkowa kalkulacja. Jesteśmy społeczeństwem starzejącym się i mamy rekordowo niski przyrost naturalny. Rodziny/pary nie chcą mieć dzieci m.in ze względu na ekonomię. W badaniach dzietności, Polki  zajmują 209 miejsce z 223 możliwych. Jeżeli obecne tendencje będą się utrzymywać, to za parędziesiąt lat nie będzie kto miał utrzymywać emerytów. Ciekaw jestem co wtedy.


złodzieje rowerów - jak
Złodzieje Rowerów - Jak (mam pokochać kraj) ?

Może m.in dlatego nie szanuje się już Polski oraz tego co polskie? Cholernie ciężko byłoby mi się z tym wszystkim rozstać, ale póki co jest jeszcze czas. Może zostanę?







Póki co, uporczywie słucham zespołu kolegów. Niestniejąca od kilku lat formacja The Roibers zyskała już jednak miano wągrowieckiej legendy. Ich ostatni koncert (ok. 8 lat temu) pamiętam doskonale. Jeden z nielicznych utworów (m.in) o Wągrowcu, który ukazuje go w dobrym świetle.

THE_ROIBERS-przyjazny
The Roibers - Przyjazny

I cieszę się, że za parę dni będę tam. Jeszcze tylko 4 wioski i w MDKu będę stoł.

niedziela, 21 kwietnia 2013

Ersatz


Od paru dni zastanawiam się, ile dziś jest we wszystkim ersatzu i uproszczeń, choć zaczęło się dość prozaicznie. Ile radia jest w „radiu internetowym” ? Czy internetowy kanał dźwiękowy można uznać za rozgłośnię skoro nie posługuje się on falami i stanowi jedynie ciąg zer oraz jedynek?

Rozważania mogą przypominać kultowe wywody na temat zawartości cukru w cukrze, ale wbrew pozorom nie o to mi chodzi. Bardziej zastanawiają mnie zamienniki, które mimo diametralnie innej metody działania, postaci czy wrażeń związanych z ich używaniem przechodzą do życia codziennego pod nazwą tego co mają imitować.

Wyroby czekoladopodobne, kawa rozpuszczalna, e-papierosy, e-mailowe „listy” , marketowy dżem malinowy wyprodukowany bez użycia malin, internetowi „znajomi” , których nigdy nie widziało się na oczy... czy cyberseks uprawiany przez kamerę internetową, który z seksem nie ma przecież zbyt wiele wspólnego.

Coraz więcej rzeczy jest wirtualnych, nienamacalnych. Nawet miłość – pojęcie, które ogromnie straciło na wartości. Zostało spłycone, uproszczone, ucyfrowione, uszcztucznione. Nie tylko w cyberprzestrzeni.



W przypadku fotografii, dowiedziałem się niedawno, że Photoshop ma już filtry umożliwiające przerobienie zdjęcia na „dagerotyp” czy „kolodion”. Popularny od paru miesięcy instagram ma opcję dodania do obrazu ramki imitującej klatki błony średnioformatowej. Parę kliknięć i ciach. Jest artystyczna fota.

Czasami myślę, że urodziłem się w złych czasach. XXI wiek powinien zostać chyba okrzyknięty „wiekiem udawania wszystkiego przez wszystko”.

Nauczyciel chemii z liceum często powtarzał: „Kiełbasa parówkowa nigdy nie będzie kiełbasą”. Może coś w tym jest poza pewną dawką specyficznego humoru?

Mawiał też: „Człowieka da się oszukać, ale gipsu nigdy.”.

Czas na prawdziwą, popołudniową kawę. Mieloną, nierozpuszczalną.

czwartek, 18 kwietnia 2013

Na własne podobieństwo


Podczas rozpakowywania plecaka natknąłem się na kasetę kapeli Inkwizycja pt „Na własne podobieństwo”.

No właśnie. Jak to jest z ludźmi? Jeden z najczęściej przytaczanych fragmentów Biblii mówi o tym, że zostaliśmy stworzeni na podobieństwo Boga. Coś tu jednak nie gra, albo sile wyższej coś wybitnie nie wyszło.

Człowiek to naturalny wróg wszystkich istnień, jest także największym wrogiem własnego gatunku. Oprócz szeroko rozumianego intelektu, od zwierząt różni go jeszcze jeden szczegół. Zwierzęta zabijają z konieczności by zaspokoić głód. Śmierć ofiary jest nieuniknionym „efektem ubocznym”. Człowiek potrafi zabijać dla przyjemności, czerpać przyjemność z odbierania życia. Śmierć bywa dla niego fascynująca.

Jakiś czas temu przyglądałem się średniowiecznym ilustracjom ukazującym egzekucje. Rzuca się w oczy przede wszystkim to, że na każdej z nich pojawiały się tłumy. Poszedłem w swoich poszukiwaniach dalej: rzymskie igrzyska. Zdziczałe tłumy zachwycające się przelewem krwi.


Minęlo wiele wieków. Wydawałoby się, że ludzkość stała się z czasem bardziej cywilizowana, a z mody wyszły chociażby polowania. W XXI wieku śmierć nadal spotyka się ze swoistym entuzjazmem. Na dodatek świetnie się sprzedaje i jest na nią spory popyt. Wystarczy spojrzeć na okładki bardzo popularnych brukowców, czy nową książkę o mamie Madzi. To jest po prostu chore.

Tania sensacja i tragedia najbardziej przykuwa uwagę.

Rezystencja - Pornografia
Rezystencja - Pornografia śmierci

Swoją drogą, często powtarzam po Śp. Julianie Antoniszczaku, że „Technika jest dla mnie rodzajem sztuki”. Zawsze fascynowały mnie te wszystkie dźwignie, śrubki, mechanizmy, trybiki, paski klinowe i przekładnie. Zachwycam się geniuszem twórcy.

Technika wojskowa jednak mnie przeraża. Nigdy nie zrozumiem, co jeszcze może wymyślić człowiek by zabijać się coraz taniej, skuteczniej, na coraz większą skalę. Gazy bojowe, karabiny, czołgi, broń biochemiczna i jądrowa. Ciągle mu mało.

I niech ktoś mi teraz powie, że stworzeni jesteśmy na wzór i podobieństwo.

środa, 17 kwietnia 2013

Wódka i wojna



Muzyka rockowa jest ze mną wszędzie. Można nawet powiedzieć, że jest we mnie, zostawia wyraźny ślad na moich fotografiach. Poszczególne utwory często inspirują mnie do robienia niektórych zdjęć, tudzież znajdują odzwierciedlenie nie tyle w ich treści, co formie.

Orwografia jest dla mnie fotograficznym punk-rockiem.

Muzyka często skłania mnie do przemyśleń. Tak jak dziś. Podróż powrotną z Wągrowca umilały mi Zielone Żabki – kapela, której słucham od ok. 12 lat. Miałem kiedyś okazję zobaczyć ich na żywo oraz porozmawiać po koncercie z ich wokalistą, Smalcem. Niesamowicie otwarty i pozytywnie zakręcony człowiek. Wierzy w to co mówi, jest po prostu autentyczny.

Słuchając jego słów śpiewanych, obserwowałem grupkę pijanych współpasażerów bezczelnie łojących wódkę od samego początku trasy. Szczerze mówiąc przeszkadzało mi to niespecjalnie. W końcu sam miałem lekkiego kaca po wczorajszej Extra Żytniej. Może nawet znalazłbym w nich coś sympatycznego, może coś bym w nich polubił. Zawsze staram się znaleźć w kimś coś dobrego i fajnego. Może jestem naiwny, skażony resocjalizacyjnym optymizmem?

Byli obojętnym tłem do momentu, gdy stali się dosyć agresywni w stosunku do konduktora i siedzących obok osób. Prawie doszło do bójki. Ludziom odpierdala od tej wódy. Szukanie konfilktu na siłę z powodu paru promili we krwi. Strasznie tego nie lubię.

Jeden z wychowanków pewnego Zakładu Poprawczego, wyznał mi kiedyś, że wręcz marzy o wojnie. Dlaczego? Uważał, że tacy jak on jako pierwsi rzuciliby się z mołotowami w ręku na czołgi, a po wszsystkim nazywano by ich bohaterskimi nazwiskami ulice. Najgorsze była jego autentyczna szczerość, chciał po prostu tak zaistnieć. Na trzeźwo.

Hałaśliwi pasażerowie zostali wysadzeni (pokojowo) pod byłą Zbrojeniówką. O ironio i zbiegu okolicznośći. Akurat słuchałem poniższego utworu.


Zielone Żabki - Wojna
Zielone Żabki - Wojna
W ramach pewnej ciekawostki, pierwotnie (zespół gra od  1987 roku) w tekście "policjant angielski" zastąpiony był innym mundurowym. Też się to rymowało.