niedziela, 3 lipca 2016

Sondaże




Od jakiegoś czasu media starają się wmówić Polakom, że są nielubiani dosłownie wszędzie. Widać to chociażby po Brexicie. Ile jest w tym prawdy? Czy stereotypowy Polak to pijak, złodziej, awanturnik i cham, który nie potrafi się dostosować do otoczenia, w którym się znajduje? Gdybym odpowiedział na to pytanie twierdząco, z pewnością skrzywdziłbym wielu (jeśli nie większość) swoich rodaków. Co się w takim razie dzieje? Za co nas tak nie lubią?

Jakiś czas temu, oglądałem w telewizji wiadomości, w których pokazywano sondaż. Rzekomo wynikało z niego, że Rosjanie darzą nas wyjątkową antypatią. Dziwnym zrządzeniem losu, parę dni później natrafiłem na serię internetowych filmów, które zmusiły mnie do refleksji.


Zacząłem więc szperać dalej, choć doskonale wiem, że prawda będzie leżeć gdzieś pośrodku.


Mam coraz dziwniejsze wrażenie, że mówi się tak m.in dlatego, aby zniechęcić młodych do emigracji. Wszak każdy obywatel to podatnik, z którego należy zedrzeć jak najwięcej kosztem wszelkich jej ambicji czy marzeń. Chyba gdzieś już się spotkałem z tego typu rozumowaniem. Każdy kilogram obywatela szczególnym dobrem narodu.

Co dzieje się, gdy „skarbonka” postawi się okoniem i mówi otwarcie o tym, że czuje się zakładnikiem we własnym kraju, bo chciałby zarabiać wystarczająco dużo, by móc chociażby założyć rodzinę? Automatycznie nazywa się go bezczelnym rozszczeniowcem. Czy pragnienie normalnego, godnego życia to tak wiele? Pracodwaca wymaga odpowiednio wykonanej pracy, a pracownik odpowiedniej zapłaty. Ekonomia powinna działać w obie strony.

Oczywiście, można wziąć kredyt i zostać zakładnikiem banku. Dziś bierze się na wszystko kredyt, żyje się na kredyt. Jak za Edwarda Gierka. Na pogrzeby też bierze się kredyty. Niestety, wielu ludzi nie stać nawet na skromną trumnę i nagrobek.

Polacy nie potrzebują jałmużny pokroju „500+”. Potrzebują tego, aby ich własne państwo nie uprzykrzało im życia wysokimi podatkami i składkami, czy absurdalnymi wymysłami biurokracji. Zresztą...problem nie leży tylko tutaj. Pracując dla zagranicznej firmy zaczynam zastanawiać się, kiedy zaczną płacić nam kolorowymi paciorkami.

Obcy przedsiębiorcy już dawno wyczuli, że Polska stała się drugim Bangladeszem i źródłem taniej siły roboczej. Doskonale zdają sobie sprawę z tego, że przy obecnej sytuacji ekonomicznej z całą pewnością znajdą się liczni zdesperowani, którzy podejmą się jakiegokolwiek zajęcia, za jakąkolwiek stawkę. Gdy tego typu proceder stanie się czymś powszechnym, błędne koło się zamknie.

Kolejne zagraniczne korporacje zaczną stawiać tutaj hale. Rząd będzie zadowolony, bo teoretycznie bezrobocie spadnie.