wtorek, 28 lutego 2017

Nowi Żołnierze Wyklęci


Jeden z bardziej cenionych przeze mnie zespołów śpiewał kiedyś „każda epoka rodzi anty-epokę”. Kolejny zespół, który mi się dziś przypomniał miał w tekstach stwierdzenie: ”Nowy system żre padlinę poprzedniego systemu”.

Otóż jutro prawica będzie obchodzić „Dzień Żołnierzy Wyklętych”. „Prawdziwi i jedyni patrioci” będą czcić swoich bohaterów, których szkalowali socjalistyczni politycy, czy historycy. Słusznie i niesłusznie. Przez kilkadziesiąt lat starano się odebrać formacjom takim jak NSZ ogrom ich zasług w walce o okupowany wówczas kraj. Większość weteranów nie dożyła oficjalnego podziękowania ze strony państwa o które walczyli. Co więcej, ludzie Ci byli prześladowani i katowani ze strony ówczesnej ubecji. Tylko z tytułu tego, że wywodzili się z przedwojennej endecji.

Po latach niektóre środowiska starają się to wszystko nadrobić i oddać im cześć. Nie dziwi mnie zatem określenie „wyklęty”. Starano się ich zapomnieć, wymazać, wytępić. Przekląć, wykląć, oczernić, bo byli solą w oku dla współczesnego aparatu władzy i jego ideologii.

Z drugiej strony, na wojnie nie ma świętych. W każdej formacji zdarzały się przypadki przestępstw wojennych, czy ludobójstwa. Chodzi mi oczywiście o masakrę dokonaną przez oddział „Burego”, w której ginęły nawet dzieci, czy poczynania "Ognia". Nie przyjmuję więc do siebie tłumaczenia, że mordowanie niewinnych może odbywać się „dla dobra ojczyzny”. Nikt normalny temu nie zaprzeczy.

Obserwując jednak internetowe dyskusje na przeróżnych portalach widzę, że zaprzeczanie zbrodniom Wyklętych to jednak powszechne zjawisko. W oczach dzisiejszych nacjonalistów, „ich” żołnierze są krystalicznie czyści, a każdy zarzut pod ich adresem traktowany jest jako oczywiste, komunistyczne kłamstwo. Całości towarzyszy fala nienawiści, więc nawet najsubtelniejsza krytyka jest niedozwolona. To myślozbrodnia. Prawica jest dla naradowców nieskazitelna. Za to zbrojna, partyzancka lewica jest dla nich całkowicie odrażająca, ponieważ skupia wokół siebie samych bandytów, morderców i gwałcicieli. W najlepszym przypadku, jedynymi odpowiedziami (pomijając „Śmierć wrogom ojczyzny” i „Giń lewaku!”) na zarzuty  pod adresem Wyklętych są próby licytowania się, która strona konfliktu miała więcej zbrodni na swoim koncie. Coś wspaniałego…

Z tym samym mieliśmy do czynienia w minionym systemie, choć różnica jest taka, że wtedy nie było internetu w którym nastroje społeczne widać jak na dłoni.

Historia nie jest czarno-biała. Ma odcienie szarości. Na dodatek, historia kołem się toczy i często jest dziwką na usługach mniej lub bardziej wygodnych dla danej rzeczywistości politycznej historyków. Dziś szkaluje się formacje takie jak Gwardia Ludowa, czy Bataliony Chłopskie. Zaryzykuję stwierdzenie, że m.in. te dwie organizacje powoli stają się nowymi, współcześnymi Żołnierzami Wyklętymi. Z tą jedyną różnicą, że tym razem nie ma więzień i katów...bo Ci co walczyli w większości już poumierali ze starości.

Też ginęli i walczyli (choć prawdę mówiąc nie zawsze z czystym sumieniem), więc...Cześć i chwała Żołnierzom Wyklętym!

Tym z PRLu i tym z III RP.

niedziela, 3 lipca 2016

Sondaże




Od jakiegoś czasu media starają się wmówić Polakom, że są nielubiani dosłownie wszędzie. Widać to chociażby po Brexicie. Ile jest w tym prawdy? Czy stereotypowy Polak to pijak, złodziej, awanturnik i cham, który nie potrafi się dostosować do otoczenia, w którym się znajduje? Gdybym odpowiedział na to pytanie twierdząco, z pewnością skrzywdziłbym wielu (jeśli nie większość) swoich rodaków. Co się w takim razie dzieje? Za co nas tak nie lubią?

Jakiś czas temu, oglądałem w telewizji wiadomości, w których pokazywano sondaż. Rzekomo wynikało z niego, że Rosjanie darzą nas wyjątkową antypatią. Dziwnym zrządzeniem losu, parę dni później natrafiłem na serię internetowych filmów, które zmusiły mnie do refleksji.


Zacząłem więc szperać dalej, choć doskonale wiem, że prawda będzie leżeć gdzieś pośrodku.


Mam coraz dziwniejsze wrażenie, że mówi się tak m.in dlatego, aby zniechęcić młodych do emigracji. Wszak każdy obywatel to podatnik, z którego należy zedrzeć jak najwięcej kosztem wszelkich jej ambicji czy marzeń. Chyba gdzieś już się spotkałem z tego typu rozumowaniem. Każdy kilogram obywatela szczególnym dobrem narodu.

Co dzieje się, gdy „skarbonka” postawi się okoniem i mówi otwarcie o tym, że czuje się zakładnikiem we własnym kraju, bo chciałby zarabiać wystarczająco dużo, by móc chociażby założyć rodzinę? Automatycznie nazywa się go bezczelnym rozszczeniowcem. Czy pragnienie normalnego, godnego życia to tak wiele? Pracodwaca wymaga odpowiednio wykonanej pracy, a pracownik odpowiedniej zapłaty. Ekonomia powinna działać w obie strony.

Oczywiście, można wziąć kredyt i zostać zakładnikiem banku. Dziś bierze się na wszystko kredyt, żyje się na kredyt. Jak za Edwarda Gierka. Na pogrzeby też bierze się kredyty. Niestety, wielu ludzi nie stać nawet na skromną trumnę i nagrobek.

Polacy nie potrzebują jałmużny pokroju „500+”. Potrzebują tego, aby ich własne państwo nie uprzykrzało im życia wysokimi podatkami i składkami, czy absurdalnymi wymysłami biurokracji. Zresztą...problem nie leży tylko tutaj. Pracując dla zagranicznej firmy zaczynam zastanawiać się, kiedy zaczną płacić nam kolorowymi paciorkami.

Obcy przedsiębiorcy już dawno wyczuli, że Polska stała się drugim Bangladeszem i źródłem taniej siły roboczej. Doskonale zdają sobie sprawę z tego, że przy obecnej sytuacji ekonomicznej z całą pewnością znajdą się liczni zdesperowani, którzy podejmą się jakiegokolwiek zajęcia, za jakąkolwiek stawkę. Gdy tego typu proceder stanie się czymś powszechnym, błędne koło się zamknie.

Kolejne zagraniczne korporacje zaczną stawiać tutaj hale. Rząd będzie zadowolony, bo teoretycznie bezrobocie spadnie.

niedziela, 15 listopada 2015

"Idą dobre czasy dla pankroka"


Dość dawno temu, pisałem o tym, że punk stał się pewnego rodzaju autokarykaturą tracąc jakiekolwiek wartości (poza muzycznymi). To fakt – granie dla samego rozgłosu czy rozrywki jest tylko sztuką dla sztuki. Jeżeli dochodzi do tego zysk, to mamy już do czynienia z perfidną chałturą. Oczywiście, z czegoś żyć trzeba, instrumenty same się nie zakupią, a rodziny same się nie nakarmią. Mam na myśli granie, gdzie głównym (lub bardzo ważnym) celem jest pieniądz i żerowanie na naiwnych dzieciakach. W końcu fajnie sprzedać komuś koszulkę, czy naszywkę z logiem swojego zespołu. Fajnie też ubrać (kosztujące krocie!) ciuchy Freda Perrego, Everlasta czy Lonsdale`a i krzyczeć tym, jak źle się powodzi klasie robotniczej. Zawsze bawiło mnie to u skinów. U punków jest podobnie. Rewia mody napędzana scenowym gwiazdorstwem, które nie ma do przekazania wiele poza tym, że weekend był ciężki, mecz dobry, zimne piwo jest okej, a ładne dziewczyny przyprawiają wszystkich o zawrót głowy.

Od jakiegoś czasu widzę, że tendencja zaczyna się chyba powoli odwracać. Tylko ślepiec nie widzi, że żyje nam się coraz gorzej, a podział między bogatymi i biednymi staje się prawdziwą przepaścią. Nie trzeba być magistrem z socjologii, by wiedzieć, że zaczyna to rodzić pewne napięcia. Widać to chociażby po skrajnych ugrupowaniach – w siłę rosną grupy takie jak ONR (oraz pokrewne), a w ramach odpowiedzi mamy zbrojących się anarchistów i związaną z nimi antifę. Oliwy do ognia dolewa oczywiście sytuacja polityczno-ekonomiczna w samym państwie. Tzw. afera taśmowa dobitnie pokazała wszystkim, jak cyniczna, bezczelna i pozbawiona jakichkolwiek skrupułów jest nasza władza, która ma wszystkich obywateli za idiotów, czy frajerów (bo jak można pracować za mniej niż 6000zł?!).

Jakiś mądrala napisał kiedyś w pseudonaukowej książce, że „punk to muzyka z kolejki po zasiłek”...i może miał rację? Nawet młodzi nie mają żadnych szans. Jedyna praca na jaką mogą liczyć, to śmieciówka za 1300zł: kwota, która ledwo starczy na wegetację. Ale według oficjalnych danych jest dobrze, bo przecież spada bezrobocie! Szkoda tylko, że nikt z rządzących nie przyzna się, że jego spadek „zawdzięczamy” wyjazdowi tysięcy ludzi za granicę i wprowadzaniem przez tylne drzwi kraju koncernów, firm i spółek, które oferują pracę za ćwierćdarmo (bo stawek jakie proponują nie można nazwać nawet półdarmowymi).



To oczywiśćie (i niestety!) nie wszystko. Chore są też procedury, instytucje i systemy, które podlegają pod państwo. Barejowskie kolejki w służbie zdrowia, rekordowo niskie emerytury i zasiłki, bezkarność policji, czy chociażby samowola komornicza (np. w głośnej sprawie o ciągnik) to jedynie wierzchołek góry lodowej. Fakt, że niektórzy nie wytrzymują presji i wybierają się do urzędu z siekierą przestaje mnie już dziwić, choć sam czyn jest oczywiście godzien pełnego potępienia. Nie dziwię się też starszym ludziom, którzy do znudzenia powtarzają, że za komuny było lepiej. Choć jako niedoszły historyk oraz osoba w minimalnie oczytana mam jakieś pojęcie o minionej epoce i tego typu sentymenty tłumaczę sobie tęsknotą za czasami, gdy było się pięknym i młodym, to jednak zgodzę się z nimi na jednej płaszczyźnie. Za komuny było lepiej, gdy człowiek kładł się spać. Nie musiał tak panicznie bać się tego, co przyniesie mu jutro: czy go nie zwolnią, czy nie wyląduje na bruku, czy będzie miał za co kupić chleb . Co najwyżej, mógł bać się tego, że dostanie po łbie od milicji, bo np. wyróżnia się w tłumie. Wiem...za swoją ramoneskę z agrafką i wpiętym w klapę rezystorem miałbym częste problemy.

Ale przynajmniej nie rozstrząsałbym kwestii, czy jest przyszłość, czy jej nie ma.

Pankrok się wyczerpał – tak mi się tylko wydawawało. Kolego Filipie, miałeś rację. Idą „dobre czasy” dla punk rocka. Wyczuwam jego renesans. Reaktywują się dawne kapele (Azotox, Zwłoki, Stan Oskarżenia itd.), a obecne zaczynają śpiewać o czymś ambitniejszym niż piwo, futbol i dziewczyny.

sobota, 14 lutego 2015

"Zacofani, postępowi - byli sterowani zdalnie"


Czasem chciałoby się napisać coś więcej, choć wygląda na to, że sytuacja mówi sama za siebie. Wystarczy obserwować. Śledzić rzeczywistość, lecz nie tą znaną z mediów, ponieważ te zawsze będą służalcze wobec pewnych grup interesów: katolika TV Trwam, prawicowa TV Republika, reżimowa TVP. Gazety też nie są lepsze, dlatego też nie czytam żadnej. Wybieranie sobie gotowej, odpowiednio spreparowanej rzeczywistości mi nie odpowiada.

Zielone Żabki - Gazety  (live Zgorzelec 1988)
Zielone Żabki - Gazety (live Zgorzelec 1988)
Martwi mnie jednak co innego. Zaczęło się od sprawy WOŚPu. Jestem za mało poinformowany, by bronić lub zarzucać cokolwiek Panu Owsiakowi. Nawet jeśli od jego fundacji bardziej pomocny okazuje się na dłuższą metę (podający się za konkurencyjny) Caritas – co z tego? Czy licytowanie się o to, kto daje potrzebującym więcej jest w ogóle moralne? To jedna sprawa.

Drugą sprawą jest nagonka, którą bardzo skutecznie odwraca się uwagę społeczeństwa od innej kwestii. Otóż: czy w normalnym, zdrowym kraju, obywatelskie zbiórki (takie jak WOŚP) na służbę zdrowia są w ogóle koniecznie? Na co idą wszystkie nasze (bardzo zresztą wysokie) podatki i odciągane przymusowo od każdej pensji haracze-składki? Co jest nie tak z NFZem, że trzeba co roku fundować im podstawowy sprzęt, a pracujące dla nich pielęgniarki są zmuszone do urządzania pod sejmem „białych miasteczek”, bo nie są w stanie wyżyć z rekordowo niskich pensji? Gdyby Służba Zdrowia nie istniała tylko w teorii, to Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy nie byłaby w ogóle potrzebna!

O tym nikt oczywiście nie powie. Media zajmują się dyskredytowaniem jednym kosztem drugich. Skłóconym, podzielonym na „pisiorów”, „popaprańców”, „lemingów”, czy innych „lewaków” narodem łatwiej się przecież rządzi. Gdy obywatele będą żreć się między sobą, jest większa szansa na to, że afery pokroju „taśm prawdy” przejdą bez echa.

Kolejnym, świetnym przykładem napuszczania jednych na drugich są ostatnie wydarzenia. Nie wiem, gdzie leży prawda i ile tak naprawdę zarabia górnik. Wiem tyle, że pozamykanie kopalni doprowadzi do wyrzucenia na bruk dużej ilości ludzi. Nie znam też dokładnie specyfiki Śląska, ale podejrzewam, że będzie to wielką tragedią dla wielu rodzin. Co prawda, odziani w garnitury specjaliści twierdzą, że kwestia przekwalifikowania się górnika to pestka i z pewnością znajdzie on pracę gdzie indziej. Chciałbym w to wierzyć, ale jakoś nie wierzę...

Medialna machina poradziła sobie jednak z problemem. Wykorzystując ogólnie panującą frustrację i idącą z nią w parze zawiść, w mistrzowski sposób napuściła na strakujących górników resztę społeczeństwa przedstawiając fedrujących jako „nierobów”,”święte krowy po komunie” i „tych, którym się w dupach poprzewracało”.

Teraz tak samo mówi się o rolnikach. Na każdym kroku pokazuje się nowoczesne ciągniki, którymi przybyli na strajk. Ciekaw jestem, ile z tych maszyn zostało zakupione na kredyt. Co by nie było, mamy tu kolejnych strajkujących, których przedstawia się jako bezpodstawnie strajkujących leni. Zmanipulowane społeczeństwo już wiesza na nich psy. Następni zapewne będą kolejarze.

Co z tego wynika? Należałoby zrozumieć jedno. Wielu z nas zajmuje się obecnie szykanowaniem wszystkich strajkujących. Ściągajmy wszystkich, którzy mają jaja by się postawić na ziemię, a potem dziwmy się, że nikt nie ma ochoty wyjść na ulice.

Autor: Łukasz Kowalczuk. Jak zwykle trafił w punkt.


To nie te „nieroby” mają za dobrze. To cały naród zarabia śmieszne pieniądze, których większość i tak jest zabierana przez patologicznie funkcjonującą „Repbulika Kolesi”.

Górnicy, rolnicy, kolejarze - gratuluję postawy i szczerze Was popieram!



Polecam posłuchać, utwory zawsze umieszczam tu nieprzypadkowo.

niedziela, 10 sierpnia 2014

Wszyscy pokutujemy, za to że coverujemy


Któż z nas nie zna hitów takich jak Smoke on the Water (Deep Purple), Paranoid (Black Sabbath), Passenger (Iggy Pop), Whisky in the jar (Thin Lizzy), Troops of tommorow (The Vibrators), Paint it black (Rolling Stones), Guns of Brixton (The Clash). Enter sandman (Mettalica), czy Smells like teen spirit (Nirvana)? Oczywiście, zna je każdy fan szeroko rozumianego rocka. Zapewne każdy również zna wersje w/w piosenek, które grane są przez inne kapele.

Bez dwóch zdań, te utwory mają status kultowych. Niektóre są nawet dosć skomplikowane, zarówno tekstowo jak i muzycznie. Ten, kto choć trochę zna się na graniu, ten wie, że chociażby „Smoke on the water” do najprostszych nie należy. Mimo wszystko, sporo mniej lub bardziej amatorskich kapel pogrywa własne interpretacje tych piosenek, czyli tzw. covery.

A te niejedno mają imię. Powody grania cudzych piosenek mogą być różne. Czasem jest to ukłon w stronę autora oryginału, czego najlepszym przykładem są składanki VA typu „Tribute to”. Innym razem, cover jest zwykłą zapchajdziurą: szczególnie gdy grający go zespół posiada małą ilość własnych utworów. Coverbandy takie jak Łogdan Bazuka, 666 Aniołów, The Dumbs, czy Cheops & The Hooligans to jeszcze inna para kaloszy, a powody takiego grania są różne. Musiałbym zapytać ich o motyw, bo nie chcę uogólniać. Poniekąd wiem, że chłopaki z wągrowieckiego Łogdana chcą po prostu dobrze się bawić i grać fajną muzykę. Tyle.

Czy całe to zagmatwanie i kunszt wykonania jest jednak gwarantem wieloletniego zachwytu publiki? Utwory z reguły mają swoich adresatów. Nie inaczej jest w przypadku muzyki punk-rockowej, gdzie miano legendy zyskała chociażby puławska Siekiera z numerem o tej samej nazwie. O ile się nie mylę, kawałek został nagrany w 1984 roku, a największą sławę zyskał podczas festiwalu w Jarocinie. Większość punków zna jego tekst na pamięć do dziś, co oczywiście nie jest dziwne. Jest niezwykle prosty. Przypominają go także liczne covery, które często  grane są na rockowych koncertach w całej Polsce. Podobnie jest z utworami warszawskiego Dezertera, wałbrzyskiego Defektu Muzgó („Wszyscy jedziemy”), grudziądzkiej Celi nr 3 („Kwiaty”), formacji Nocne Szczury z Władysławowa („Chodź pójdziemy tam”), czy grupy The Analogs ze Szczecina.

Z wrodzonej ciekawości (a może z powodu zwykłej nudy?) postanowiłem odrobinę poobserwować scenę by wyłowić niekwestionowanego faworyta, choć na dobrą sprawę wydawało mi się, że znam z góry odpowiedź. Nie myliłem się.

Oto największy szlagier polskiego punkrocka. Prosty, a jednak uwielbiany od ponad 30 lat. Tekst ponadczasowy i aktualny do dziś. Powielany przez co najmniej kilkanaście (o ile nie kilkadziesiąt, bo nie sposób policzyć tych, co kryją się po garażach i piwnicach) zespołów. Po długim namyśle – to chyba mój ulubiony utwór, którego słucham od początku mojej 12-letniej przygody z punkiem.

Sedes – „Wszyscy pokutujemy”. Krzyk pokolenia. Jednego, drugiego i trzeciego (a jeśli nic się nie zmieni, to także kolejnych). Mimo wielu naprawdę dobrych wykonań (utwór z oczywistych względów został oficjalnie wydany dopiero w 1992 roku), wersję z z Jarocina`84 uważam za najlepszą. Żadna inna nie niesie ze sobą tak dużego ładunku autentycznych emocji. 

 Sedes - Wszyscy pokutujemy (live 1984)
 Sedes - Wszyscy pokutujemy (live 1984)

Farben Lehre - Wszyscy pokutujemy

Wentyl Bezpieczeństwa - Wszyscy pokutujemy

Maggot
(Od 43 minuty, tu nawet załapałem się na film)

Uliczny Opryszek - Wszyscy pokutujemy


Pierestrojka - Wszyscy pokutujemy

Pijacka banda - Wszyscy pokutujemy


AK47 - Wszyscy pokutujemy


Ampótacja - Wszyscy pokutujemy


Zlef - Wszyscy pokutujemy

(Tu się nie przedstawili, ale to grają)


Cymeon X - Wszyscy pokutujemy


Bang Bang - Wszyscy pokutujemy


No Need To Adjust - Wszyscy pokutujemy


Zwarcie w Inkóbatoże - Wszyscy pokutujemy

Poltroll - Wszyscy pokutujemy


Dzieci PRL-u - Wszyscy pokutujemy


Zespół Wychowawczy - Wszyscy pokutujemy

Karate No Mercy - Wszyscy pokutujemy


Dzieci Opieki Społecznej - Wszyscy pokutujemy

Gdyby mój zespół nie „umarł ściercią naturalną” (niestety, wokalista był ze mnie bardzo marny) po paru próbach, to jest b.prawdopodobne, że nasze nagranie również dołączyłoby do tej (niepełnej!) kolekcji.

Niech chociaż ten skromny zbiór będzie moim ukłonem w stronę tego utworu.

Mam też prośbę do Was (Czy ktoś w ogóle to czyta?). Jeżeli ktoś dysponuje jeszcze jakąś wersją, prosiłbym o podrzucenie jej tutaj. Zamierzam na bieżąco uzupełniać ten wpis.

Swoją drogą, nie mogę się już doczeać tego filmu:

środa, 6 sierpnia 2014

Grzecznościowo

Zostałem poproszony o umieszczenie tego w internecie, więc tak też czynię:


"Luboń 20.07.2014.

                Prezydent Miasta Poznania
                Pan Ryszard Grobelny

Poznań-miasto nijakie /list otwarty/
motywacja "Aby sadłem się nie dławić lecz choć trochę świat
poprawić"

Nie jestem rodowitym Wielkopolaninem, choć moi rodzice stąd
pochodzą. Jestem mieszkańcem samego Poznania, lub jego okolic od czasu
rozpoczęciatu studiów w 1977 roku. Na skutek konfliktu z mianowanym w stanie 
wojennym prorektorem, w stopniu naukowym docenta, wtedy pryncypialnego 
wyznawcy obowiązującej ideologii i nie przyznaniu mi mieszkania 
służbowego, wobec braku jakichkolwiek możliwości mieszkaniowych, 
zmuszony byłem wyjechać z miasta. Koniunkturalizm i karierowiczostwo, 
głupota, uczyła młodzież akademicką, w tym przypadku, do emerytury.
Nie żałuję swojego wtedy braku naginania się. 
Poznań, nigdy nie był moim wymarzonym ośrodkiem akademickim,
kierunek studiów także nie mieścił się w zainteresowaniach. 
Jako miasto, wydawał mi się i tak jest dla mnie dalej, mający zbyt płytką duszę, bez
polotu. Był dla mnie uporządkowany, teraz nie mający swojego wyrazu, coraz 
bardziej nijaki.

Niedawno w Sudetach miałem rozmowę z mieszkańcem Wrocławia, który
użył tego określenia, ta osoba z zewnątrz, oddała nim to co myślę o
Poznaniu od dawna i chciałem o tym napisać, rozmowa to skonkretyzowała.
Po okresie wyjazdu, mieszkając niedaleko, próbowałem wrócić
zawodowo do tego co robiłem studiując, nie udało się, teraz już się o to nie
staram. Bywając wtedy w Poznaniu i prowadząc rozmowy z dawnym znajomymi z
mojej dziedziny, powiedziano mi, nie rezygnuj tak szybko z Poznania, 
Merczyński zaczął robić festiwal Malta, to będzie w mieście coś 
zmieniać, zacznie wpuszczać odczucia, poetykę, głębię.
Poznań nie nawiązuje do niczego, nie jest stolicą targową, biznesu,
do tego, że tereny te są początkami państwowości polskiej także, w
mieście i u jego mieszkańców zupełnie tego nie czuć , nie nawiązuje do tego
architektura, jest eklektyczna, obok budynków z kamienia lub cegły 
powstają zimne konstrukcje stalowo-szklane. Inne nowe na ogół także
nie nawiązują do otoczenia. Nieład kolorystyczny. Poza tym miasto to
nie tylko budynki, to warunki do życia, to miejsca wspólne, których jak
na lekarstwo w centrum, inwestycje są wciskane w każdy skrawek.
Zamykanie przestrzeni trwa, jak szklane wejście targowe, coraz trudniej o
oddech, to przytłacza.
Budowle stają się coraz bardziej kontrowersyjne, po co kolejne
galerie handlowe, z markami obecnymi w innych? Liczba ludności i siła
nabywcza tak nie rośnie. Po co takie wejście wschodnie dworca i on sam,
skoro, jeśli było potrzebne, wystarczyło wybudować skrzydło podobne do 
zachodniego i wyremontować budynek dworca. Dlaczego elewację i
wyjście zachodniego pozostawiono nie odnowioną, a zrobiono nowoczesne
zadaszenia peronów? Dlaczego przejście podziemne z peronów w jego kierunku
sprawia wrażenie brudnego i źle oświetlonego? Zamknięcie wejścia na hol 
dawnego dworca razi, mało estetyczną, żelazną kratą.
Zamek-przebudowa, jako osobne pomieszczenie piękne, sale
funkcjonalne, jako ingerencja zupełnie innego charakteru stylistyki w obiekt, 
nieuprawniona. 
 
Koszmar architektoniczny pod drugiej stronie Instytutu Logistyki, w
bezpośrednim sąsiedztwie Starego Rynku. Z ostatnich realizacji
budynek najbardziej niepasujący do otoczenia.
Rozwiązaniom dróg miejskich brakuje wystarczającej wyobraźni i
polotu, wizjonerstwa, przykładem może być ulica Mostowa z zamkniętą
możliwością wyjechania z korka przez ul.Grobla i most Rocha, na ul.Garbary
można wjechać dopiero na wysokości placu Kolegiackiego, ponieważ
poszerzono pasy zieleni i chodniki przy torach tramwajowych, likwidując ulicę.
Lub Bukowska, gdzie poprzednie węższe ulice przed Przybyszewskiego mają 
możliwość skrętu w prawo z pasa autobusów. Trzy miesiące temu
odcinek 150 m w połowie od Polnej do skrzyżowania jechałem 15 minut.
Napisałem w tej sprawie do Zarządu Dróg, do tej pory bez odpowiedzi.
Fredry i konieczność objeżdżania Zamku przez ul.Libelta.
Mania ulic jednokierunkowych i objazdów powoduje, że tam też się
korkuje. Brak trzeciego pasa obwodnicy autostrady, blokowanie się ruchu ma 
obwodnicy północnej przez brak wiaduktów na przejazdach kolejowych,
nierozwiązanie korkowania się okolic Naramowickiej, podwójne
światła przy dawnym Amino, zapalające się zawsze, a nie kiedy rzeczywiście 
wyjeżdżają stamtąd samochody. Działania Strefy płatnego parkowania, zamiast wprowadzać
udogodnienia dla mieszkańców, irytują i utrudniają funkcjonowanie. Nie widać 
inwestycji z opłat poza wkładaniem nowych słupków, w miejscach gdzie 
jeszcze niedawno można było parkować i opłacaniem armii funkcjonariuszy. 
Samochodów  już tak nie przybywa, proces trwa.
Tłumaczenie alternatywą komunikacji miejskiej byłoby poważne gdyby
pętle tramwajowe przesunąć do Komornik, Swarzędza, Kobylnicy, Czerwonaka,
Plewisk, Biedruska, Suchego Lasu,itp. Rozbudować miejską sieć 
tramwajową. Tak dużych i odważnych inwestycji brak, a miasto jest w
krajowej czołówce zadłużenia. A rowerowa? wystarczy spojrzeć na
mapę tras, fragmentaryczne, nagle się urywają, brak oznakowań co dalej?
gdzie można było coś zrobić bez większych nakładów zrobiono, gdzie trzeba
by ciąć pasy zieleni lub chodników czy jezdni, nic dalej.
Może jakimś wyjściem byłoby wykonanie trasy rowerowej wzdłuż Warty z rozjazdami do dzielnic i głównych ulic?
Targi, wydaje się, że powinny iść w stronę wystaw dla klientów 
indywidualnych i prezentacji oferty kraju dla świata i odwrotnie. 
Wystawianiu ofert  nowych technologi. Prezentacje wyrobów i
kontakty między firmami dokonują się elektronicznie, więc taka formuła
targowa jest mało przydatna i rozwojowa.

Transporty uczestników meczy stadionowych, kiedy te osoby będą same
za to płacić w cenie biletu? jako podatnik nie zgadzam się na płacenie
za to z budżetu. Biegi masowe, kiedy nie będą paraliżowały ruchu połowy miasta? i
będą przeprowadzane tylko na terenach zielonych, bardziej dla nich 
odpowiednich. Bieganie po asfalcie, w zapachach miasta, szczególnie
latem jest  mało przyjemne i korzystne dla zdrowia. Jeśli przebieg
tras ma związek ze sponsorowaniem biegów jest to tym bardziej naganne.

Nie oczekuję odpowiedzi na to co piszę, nie chcę polemiki, może
okazać się, że jesteśmy na różnych poziomach wrażliwości, w jednej
osobistej sprawie z Panami Prezydentami już prowadzę korespondencję, to
wystarczy, będzie mi miło jeśli moje myśli będą przydatne i pojawią się jakieś
zmiany, o których piszę. 
 
Za listem nie stoi żadna partia polityczna.
Zbigniew Herbert pisał, że smak decyduje o wyborach, jakość smaku
jest pochodną świadomości. 
Słuchający muzyki popularnej może znajdują w piosence Kazika 
Staszewskiego to co zrobiono z miastem.

Z wyrazami szacunku, mieszkaniec aglomeracji poznańskiej" 
 
Osobiście nie zgadzam się ze wszystkim.
Mimo wszystko wiem, że Poznań to miejsce mało przyjazne.
Zupełnie jak Polska, choć to już skala makro.
 


 


piątek, 20 czerwca 2014

W pięciu "słowach"

 Screwed Up - Wolny kraj
Przejebane - Wolny Kraj?
The Junkers - Ten Sam Syf
The Junkers - Ten sam syf
Detonator BN - Wszystko jest piękne
Detonator BN - Wszystko jest piękne
Azotox - Matka
AZOTOX - Matka
Włochaty - 382 tys. km. Gówna
Włochaty - 382 tys km2 gówna

Tym razem wszystko na temat w 5 utworach. Dziś stricte muzycznie. Kolejność przypadkowa.