Jeden z bardziej
cenionych przeze mnie zespołów śpiewał kiedyś „każda epoka
rodzi anty-epokę”. Kolejny zespół, który mi się dziś
przypomniał miał w tekstach stwierdzenie: ”Nowy system żre
padlinę poprzedniego systemu”.
Otóż jutro prawica
będzie obchodzić „Dzień Żołnierzy Wyklętych”. „Prawdziwi
i jedyni patrioci” będą czcić swoich bohaterów, których
szkalowali socjalistyczni politycy, czy historycy. Słusznie i
niesłusznie. Przez kilkadziesiąt lat starano się odebrać
formacjom takim jak NSZ ogrom ich zasług w walce o okupowany wówczas
kraj. Większość weteranów nie dożyła oficjalnego podziękowania
ze strony państwa o które walczyli. Co więcej, ludzie Ci byli
prześladowani i katowani ze strony ówczesnej ubecji. Tylko z tytułu
tego, że wywodzili się z przedwojennej endecji.
Po latach niektóre
środowiska starają się to wszystko nadrobić i oddać im cześć.
Nie dziwi mnie zatem określenie „wyklęty”. Starano się ich
zapomnieć, wymazać, wytępić. Przekląć, wykląć, oczernić, bo
byli solą w oku dla współczesnego aparatu władzy i jego
ideologii.
Z drugiej strony, na
wojnie nie ma świętych. W każdej formacji zdarzały się przypadki
przestępstw wojennych, czy ludobójstwa. Chodzi mi oczywiście o
masakrę dokonaną przez oddział „Burego”, w której ginęły
nawet dzieci, czy poczynania "Ognia". Nie przyjmuję więc do siebie tłumaczenia, że
mordowanie niewinnych może odbywać się „dla dobra ojczyzny”.
Nikt normalny temu nie zaprzeczy.
Obserwując jednak
internetowe dyskusje na przeróżnych portalach widzę, że
zaprzeczanie zbrodniom Wyklętych to jednak powszechne zjawisko. W oczach
dzisiejszych nacjonalistów, „ich” żołnierze są krystalicznie
czyści, a każdy zarzut pod ich adresem traktowany jest jako
oczywiste, komunistyczne kłamstwo. Całości towarzyszy fala
nienawiści, więc nawet najsubtelniejsza krytyka jest niedozwolona.
To myślozbrodnia. Prawica jest dla naradowców nieskazitelna. Za to
zbrojna, partyzancka lewica jest dla nich całkowicie odrażająca,
ponieważ skupia wokół siebie samych bandytów, morderców i
gwałcicieli. W najlepszym przypadku, jedynymi odpowiedziami (pomijając „Śmierć wrogom ojczyzny” i „Giń
lewaku!”) na
zarzuty pod adresem Wyklętych są próby licytowania się, która
strona konfliktu miała więcej zbrodni na swoim koncie. Coś
wspaniałego…
Z tym samym mieliśmy
do czynienia w minionym systemie, choć różnica jest taka, że
wtedy nie było internetu w którym nastroje społeczne widać jak na
dłoni.
Historia nie jest
czarno-biała. Ma odcienie szarości. Na dodatek, historia kołem się
toczy i często jest dziwką na usługach mniej lub bardziej
wygodnych dla danej rzeczywistości politycznej historyków. Dziś
szkaluje się formacje takie jak Gwardia Ludowa, czy Bataliony
Chłopskie. Zaryzykuję stwierdzenie, że m.in. te dwie organizacje
powoli stają się nowymi, współcześnymi Żołnierzami Wyklętymi.
Z tą jedyną różnicą, że tym razem nie ma więzień i katów...bo
Ci co walczyli w większości już poumierali ze starości.
Też ginęli i
walczyli (choć prawdę mówiąc nie zawsze z czystym sumieniem),
więc...Cześć i chwała Żołnierzom Wyklętym!
Od jakiegoś czasu
media starają się wmówić Polakom, że są nielubiani dosłownie
wszędzie. Widać to chociażby po Brexicie. Ile jest w tym prawdy?
Czy stereotypowy Polak to pijak, złodziej, awanturnik i cham, który
nie potrafi się dostosować do otoczenia, w którym się znajduje?
Gdybym odpowiedział na to pytanie twierdząco, z pewnością
skrzywdziłbym wielu (jeśli nie większość) swoich rodaków. Co
się w takim razie dzieje? Za co nas tak nie lubią?
Jakiś czas temu,
oglądałem w telewizji wiadomości, w których pokazywano sondaż.
Rzekomo wynikało z niego, że Rosjanie darzą nas wyjątkową
antypatią. Dziwnym zrządzeniem losu, parę dni później
natrafiłem na serię internetowych filmów, które zmusiły mnie
do refleksji.
Zacząłem więc
szperać dalej, choć doskonale wiem, że prawda będzie leżeć gdzieś pośrodku.
Mam coraz
dziwniejsze wrażenie, że mówi się tak m.in dlatego, aby zniechęcić
młodych do emigracji. Wszak każdy obywatel to podatnik, z którego
należy zedrzeć jak najwięcej kosztem wszelkich jej ambicji czy
marzeń. Chyba gdzieś już się spotkałem z tego typu
rozumowaniem. Każdy kilogram obywatela szczególnym dobrem narodu.
Co dzieje się, gdy
„skarbonka” postawi się okoniem i mówi otwarcie o tym, że
czuje się zakładnikiem we własnym kraju, bo chciałby zarabiać
wystarczająco dużo, by móc chociażby założyć rodzinę?
Automatycznie nazywa się go bezczelnym rozszczeniowcem. Czy
pragnienie normalnego, godnego życia to tak wiele? Pracodwaca wymaga odpowiednio wykonanej pracy, a pracownik odpowiedniej zapłaty. Ekonomia powinna działać w obie strony.
Oczywiście, można
wziąć kredyt i zostać zakładnikiem banku. Dziś bierze się na
wszystko kredyt, żyje się na kredyt. Jak za Edwarda Gierka. Na
pogrzeby też bierze się kredyty. Niestety, wielu ludzi nie stać
nawet na skromną trumnę i nagrobek.
Polacy nie
potrzebują jałmużny pokroju „500+”. Potrzebują tego, aby ich
własne państwo nie uprzykrzało im życia wysokimi podatkami i
składkami, czy absurdalnymi wymysłami biurokracji.
Zresztą...problem nie leży tylko tutaj. Pracując dla zagranicznej
firmy zaczynam zastanawiać się, kiedy zaczną płacić nam
kolorowymi paciorkami.
Obcy przedsiębiorcy
już dawno wyczuli, że Polska stała się drugim Bangladeszem i
źródłem taniej siły roboczej. Doskonale zdają sobie sprawę z
tego, że przy obecnej sytuacji ekonomicznej z całą pewnością
znajdą się liczni zdesperowani, którzy podejmą się
jakiegokolwiek zajęcia, za jakąkolwiek stawkę. Gdy tego typu
proceder stanie się czymś powszechnym, błędne koło się zamknie.
Kolejne zagraniczne
korporacje zaczną stawiać tutaj hale. Rząd będzie zadowolony, bo
teoretycznie bezrobocie spadnie.
Dość dawno temu,
pisałem o tym, że punk stał się pewnego rodzaju autokarykaturą
tracąc jakiekolwiek wartości (poza muzycznymi). To fakt – granie
dla samego rozgłosu czy rozrywki jest tylko sztuką dla sztuki.
Jeżeli dochodzi do tego zysk, to mamy już do czynienia z perfidną
chałturą. Oczywiście, z czegoś żyć trzeba, instrumenty same się
nie zakupią, a rodziny same się nie nakarmią. Mam na myśli
granie, gdzie głównym (lub bardzo ważnym) celem jest pieniądz i
żerowanie na naiwnych dzieciakach. W końcu fajnie sprzedać komuś
koszulkę, czy naszywkę z logiem swojego zespołu. Fajnie też
ubrać (kosztujące krocie!) ciuchy Freda Perrego, Everlasta czy
Lonsdale`a i krzyczeć tym, jak źle się powodzi klasie robotniczej.
Zawsze bawiło mnie to u skinów. U punków jest podobnie. Rewia mody
napędzana scenowym gwiazdorstwem, które nie ma do przekazania wiele
poza tym, że weekend był ciężki, mecz dobry, zimne piwo jest okej,
a ładne dziewczyny przyprawiają wszystkich o zawrót głowy.
Od jakiegoś czasu
widzę, że tendencja zaczyna się chyba powoli odwracać. Tylko
ślepiec nie widzi, że żyje nam się coraz gorzej, a podział
między bogatymi i biednymi staje się prawdziwą przepaścią. Nie
trzeba być magistrem z socjologii, by wiedzieć, że zaczyna to
rodzić pewne napięcia. Widać to chociażby po skrajnych
ugrupowaniach – w siłę rosną grupy takie jak ONR (oraz
pokrewne), a w ramach odpowiedzi mamy zbrojących się anarchistów i
związaną z nimi antifę. Oliwy do ognia dolewa oczywiście sytuacja
polityczno-ekonomiczna w samym państwie. Tzw. afera taśmowa
dobitnie pokazała wszystkim, jak cyniczna, bezczelna i pozbawiona
jakichkolwiek skrupułów jest nasza władza, która ma wszystkich
obywateli za idiotów, czy frajerów (bo jak można pracować za
mniej niż 6000zł?!).
Jakiś mądrala
napisał kiedyś w pseudonaukowej książce, że „punk to muzyka z
kolejki po zasiłek”...i może miał rację? Nawet młodzi nie mają
żadnych szans. Jedyna praca na jaką mogą liczyć, to śmieciówka
za 1300zł: kwota, która ledwo starczy na wegetację. Ale według oficjalnych danych jest dobrze, bo przecież spada bezrobocie! Szkoda tylko, że nikt z
rządzących nie przyzna się, że jego spadek „zawdzięczamy”
wyjazdowi tysięcy ludzi za granicę i wprowadzaniem przez tylne drzwi
kraju koncernów, firm i spółek, które oferują pracę za
ćwierćdarmo (bo stawek jakie proponują nie można nazwać nawet
półdarmowymi).
To oczywiśćie (i
niestety!) nie wszystko. Chore są też procedury, instytucje i
systemy, które podlegają pod państwo. Barejowskie kolejki w
służbie zdrowia, rekordowo niskie emerytury i zasiłki, bezkarność
policji, czy chociażby samowola komornicza (np. w głośnej sprawie
o ciągnik) to jedynie wierzchołek góry lodowej. Fakt, że
niektórzy nie wytrzymują presji i wybierają się do urzędu z
siekierą przestaje mnie już dziwić, choć sam czyn jest oczywiście
godzien pełnego potępienia. Nie dziwię się też starszym ludziom,
którzy do znudzenia powtarzają, że za komuny było lepiej. Choć
jako niedoszły historyk oraz osoba w minimalnie oczytana mam jakieś
pojęcie o minionej epoce i tego typu sentymenty tłumaczę sobie
tęsknotą za czasami, gdy było się pięknym i młodym, to
jednak zgodzę się z nimi na jednej płaszczyźnie. Za komuny było
lepiej, gdy człowiek kładł się spać. Nie musiał tak panicznie
bać się tego, co przyniesie mu jutro: czy go nie zwolnią, czy nie
wyląduje na bruku, czy będzie miał za co kupić chleb . Co
najwyżej, mógł bać się tego, że dostanie po łbie od milicji,
bo np. wyróżnia się w tłumie. Wiem...za swoją ramoneskę z
agrafką i wpiętym w klapę rezystorem miałbym częste problemy.
Ale przynajmniej nie
rozstrząsałbym kwestii, czy jest przyszłość, czy jej nie ma.
Pankrok się
wyczerpał – tak mi się tylko wydawawało. Kolego Filipie,
miałeś rację. Idą „dobre czasy” dla punk rocka. Wyczuwam jego
renesans. Reaktywują się dawne kapele (Azotox, Zwłoki, Stan
Oskarżenia itd.), a obecne zaczynają śpiewać o czymś ambitniejszym
niż piwo, futbol i dziewczyny.
Czasem chciałoby
się napisać coś więcej, choć wygląda na to, że
sytuacja mówi sama za siebie. Wystarczy obserwować. Śledzić
rzeczywistość, lecz nie tą znaną z mediów, ponieważ te
zawsze będą służalcze wobec pewnych grup interesów: katolika TV
Trwam, prawicowa TV Republika, reżimowa TVP. Gazety też nie są
lepsze, dlatego też nie czytam żadnej. Wybieranie sobie gotowej,
odpowiednio spreparowanej rzeczywistości mi nie odpowiada.
Zielone Żabki - Gazety (live Zgorzelec 1988)
Martwi mnie jednak
co innego. Zaczęło się od sprawy WOŚPu. Jestem za mało
poinformowany, by bronić lub zarzucać cokolwiek Panu Owsiakowi.
Nawet jeśli od jego fundacji bardziej pomocny okazuje się na
dłuższą metę (podający się za konkurencyjny) Caritas –
co z tego? Czy licytowanie się o to, kto daje potrzebującym więcej
jest w ogóle moralne? To jedna sprawa.
Drugą sprawą jest
nagonka, którą bardzo skutecznie odwraca się uwagę
społeczeństwa od innej kwestii. Otóż: czy w normalnym, zdrowym
kraju, obywatelskie zbiórki (takie jak WOŚP) na służbę zdrowia
są w ogóle koniecznie? Na co idą wszystkie nasze (bardzo zresztą
wysokie) podatki i odciągane przymusowo od każdej pensji
haracze-składki? Co jest nie tak z NFZem, że trzeba co roku
fundować im podstawowy sprzęt, a pracujące dla nich
pielęgniarki są zmuszone do urządzania pod sejmem „białych
miasteczek”, bo nie są w stanie wyżyć z rekordowo niskich
pensji? Gdyby Służba Zdrowia nie istniała tylko w teorii, to
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy nie byłaby w ogóle potrzebna!
O tym nikt
oczywiście nie powie. Media zajmują się dyskredytowaniem
jednym kosztem drugich. Skłóconym, podzielonym na „pisiorów”,
„popaprańców”, „lemingów”, czy innych „lewaków”
narodem łatwiej się przecież rządzi. Gdy obywatele będą żreć
się między sobą, jest większa szansa na to, że afery
pokroju „taśm prawdy” przejdą bez echa.
Kolejnym, świetnym
przykładem napuszczania jednych na drugich są ostatnie wydarzenia.
Nie wiem, gdzie leży prawda i ile tak naprawdę zarabia górnik.
Wiem tyle, że pozamykanie kopalni doprowadzi do wyrzucenia na bruk
dużej ilości ludzi. Nie znam też dokładnie specyfiki Śląska,
ale podejrzewam, że będzie to wielką tragedią dla wielu
rodzin. Co prawda, odziani w garnitury specjaliści twierdzą, że
kwestia przekwalifikowania się górnika to pestka i z pewnością
znajdzie on pracę gdzie indziej. Chciałbym w to wierzyć, ale jakoś
nie wierzę...
Medialna machina
poradziła sobie jednak z problemem. Wykorzystując ogólnie panującą
frustrację i idącą z nią w parze zawiść, w mistrzowski sposób
napuściła na strakujących górników resztę społeczeństwa
przedstawiając fedrujących jako „nierobów”,”święte krowy
po komunie” i „tych, którym się w dupach poprzewracało”.
Teraz tak samo mówi
się o rolnikach. Na każdym kroku pokazuje się nowoczesne ciągniki,
którymi przybyli na strajk. Ciekaw jestem, ile z tych maszyn zostało
zakupione na kredyt. Co by nie było, mamy tu kolejnych
strajkujących, których przedstawia się jako bezpodstawnie
strajkujących leni. Zmanipulowane społeczeństwo już wiesza na
nich psy. Następni zapewne będą kolejarze.
Co z tego wynika?
Należałoby zrozumieć jedno. Wielu z nas zajmuje się obecnie
szykanowaniem wszystkich strajkujących. Ściągajmy wszystkich,
którzy mają jaja by się postawić na ziemię, a potem
dziwmy się, że nikt nie ma ochoty wyjść na ulice.
Autor: Łukasz Kowalczuk. Jak zwykle trafił w punkt.
To nie te „nieroby”
mają za dobrze. To cały naród zarabia śmieszne pieniądze,
których większość i tak jest zabierana przez patologicznie
funkcjonującą „Repbulika Kolesi”.
Górnicy, rolnicy, kolejarze - gratuluję postawy i szczerze Was popieram!
Polecam posłuchać,
utwory zawsze umieszczam tu nieprzypadkowo.
Któż z nas nie zna hitów takich jak
Smoke on the Water (Deep Purple), Paranoid (Black Sabbath), Passenger
(Iggy Pop), Whisky in the jar (Thin Lizzy), Troops of tommorow (The Vibrators), Paint it black (Rolling Stones), Guns of Brixton (The
Clash). Enter sandman (Mettalica), czy Smells like teen spirit
(Nirvana)? Oczywiście, zna je każdy fan szeroko rozumianego rocka. Zapewne każdy również zna wersje w/w piosenek, które
grane są przez inne kapele.
Bez dwóch zdań, te utwory mają
status kultowych. Niektóre są nawet dosć skomplikowane, zarówno
tekstowo jak i muzycznie. Ten, kto choć trochę zna się na graniu,
ten wie, że chociażby „Smoke on the water” do najprostszych nie
należy. Mimo wszystko, sporo mniej lub bardziej amatorskich kapel
pogrywa własne interpretacje tych piosenek, czyli tzw. covery.
A te niejedno mają imię. Powody grania
cudzych piosenek mogą być różne. Czasem jest to ukłon w stronę
autora oryginału, czego najlepszym przykładem są składanki VA
typu „Tribute to”. Innym razem, cover jest zwykłą zapchajdziurą:
szczególnie gdy grający go zespół posiada małą ilość własnych
utworów. Coverbandy takie jak Łogdan Bazuka, 666 Aniołów, The
Dumbs, czy Cheops & The Hooligans to jeszcze inna para kaloszy, a powody takiego grania są różne. Musiałbym zapytać ich o motyw,
bo nie chcę uogólniać. Poniekąd wiem, że chłopaki z
wągrowieckiego Łogdana chcą po prostu dobrze się bawić i grać
fajną muzykę. Tyle.
Czy całe to zagmatwanie i kunszt
wykonania jest jednak gwarantem wieloletniego zachwytu publiki?
Utwory z reguły mają swoich adresatów. Nie inaczej jest w
przypadku muzyki punk-rockowej, gdzie miano legendy zyskała
chociażby puławska Siekiera z numerem o tej samej nazwie. O ile się
nie mylę, kawałek został nagrany w 1984 roku, a największą sławę
zyskał podczas festiwalu w Jarocinie. Większość punków zna jego
tekst na pamięć do dziś, co oczywiście nie jest dziwne. Jest
niezwykle prosty. Przypominają go także liczne covery, które
często grane są na rockowych koncertach w całej Polsce. Podobnie
jest z utworami warszawskiego Dezertera, wałbrzyskiego Defektu Muzgó
(„Wszyscy jedziemy”), grudziądzkiej Celi nr 3 („Kwiaty”),
formacji Nocne Szczury z Władysławowa („Chodź pójdziemy tam”),
czy grupy The Analogs ze Szczecina.
Z wrodzonej ciekawości (a może z
powodu zwykłej nudy?) postanowiłem odrobinę poobserwować scenę
by wyłowić niekwestionowanego faworyta, choć na dobrą sprawę
wydawało mi się, że znam z góry odpowiedź. Nie myliłem się.
Oto największy szlagier polskiego
punkrocka. Prosty, a jednak uwielbiany od ponad 30 lat. Tekst
ponadczasowy i aktualny do dziś. Powielany przez co najmniej
kilkanaście (o ile nie kilkadziesiąt, bo nie sposób policzyć
tych, co kryją się po garażach i piwnicach) zespołów. Po długim
namyśle – to chyba mój ulubiony utwór, którego słucham od
początku mojej 12-letniej przygody z punkiem.
Sedes – „Wszyscy pokutujemy”.
Krzyk pokolenia. Jednego, drugiego i trzeciego (a jeśli nic się nie
zmieni, to także kolejnych). Mimo wielu naprawdę dobrych wykonań
(utwór z oczywistych względów został oficjalnie wydany dopiero w
1992 roku), wersję z z Jarocina`84 uważam za najlepszą. Żadna
inna nie niesie ze sobą tak dużego ładunku autentycznych emocji.
Sedes - Wszyscy pokutujemy (live 1984)
Farben Lehre - Wszyscy pokutujemy
Wentyl Bezpieczeństwa - Wszyscy pokutujemy
Maggot
(Od 43 minuty, tu nawet załapałem się
na film)
Uliczny Opryszek - Wszyscy pokutujemy
Pierestrojka - Wszyscy pokutujemy
Pijacka banda - Wszyscy pokutujemy
AK47 - Wszyscy pokutujemy
Ampótacja - Wszyscy pokutujemy
Zlef - Wszyscy pokutujemy
(Tu się nie przedstawili, ale to grają)
Cymeon X - Wszyscy pokutujemy
Bang Bang - Wszyscy pokutujemy
No Need To Adjust - Wszyscy pokutujemy
Zwarcie w Inkóbatoże - Wszyscy pokutujemy
Poltroll - Wszyscy pokutujemy
Dzieci PRL-u - Wszyscy pokutujemy
Zespół Wychowawczy - Wszyscy pokutujemy
Karate No Mercy - Wszyscy pokutujemy
Dzieci Opieki Społecznej - Wszyscy pokutujemy
Gdyby mój zespół nie „umarł
ściercią naturalną” (niestety, wokalista był ze mnie bardzo marny) po paru próbach, to jest b.prawdopodobne,
że nasze nagranie również dołączyłoby do tej (niepełnej!)
kolekcji.
Niech chociaż ten skromny zbiór będzie moim ukłonem w stronę tego utworu.
Mam też prośbę do Was (Czy ktoś w ogóle to czyta?). Jeżeli ktoś dysponuje jeszcze jakąś wersją, prosiłbym o podrzucenie jej tutaj. Zamierzam na bieżąco uzupełniać ten wpis.
Zostałem poproszony o umieszczenie tego w internecie, więc tak też czynię:
"Luboń 20.07.2014.
Prezydent Miasta Poznania
Pan Ryszard Grobelny
Poznań-miasto nijakie /list otwarty/
motywacja "Aby sadłem się nie dławić lecz choć trochę świat
poprawić"
Nie jestem rodowitym Wielkopolaninem, choć moi rodzice stąd
pochodzą. Jestem mieszkańcem samego Poznania, lub jego okolic od czasu
rozpoczęciatu studiów w 1977 roku. Na skutek konfliktu z mianowanym w stanie
wojennym prorektorem, w stopniu naukowym docenta, wtedy pryncypialnego
wyznawcy obowiązującej ideologii i nie przyznaniu mi mieszkania
służbowego, wobec braku jakichkolwiek możliwości mieszkaniowych,
zmuszony byłem wyjechać z miasta. Koniunkturalizm i karierowiczostwo,
głupota, uczyła młodzież akademicką, w tym przypadku, do emerytury.
Nie żałuję swojego wtedy braku naginania się.
Poznań, nigdy nie był moim wymarzonym ośrodkiem akademickim,
kierunek studiów także nie mieścił się w zainteresowaniach.
Jako miasto, wydawał mi się i tak jest dla mnie dalej, mający zbyt płytką duszę, bez
polotu. Był dla mnie uporządkowany, teraz nie mający swojego wyrazu, coraz
bardziej nijaki.
Niedawno w Sudetach miałem rozmowę z mieszkańcem Wrocławia, który
użył tego określenia, ta osoba z zewnątrz, oddała nim to co myślę o
Poznaniu od dawna i chciałem o tym napisać, rozmowa to skonkretyzowała.
Po okresie wyjazdu, mieszkając niedaleko, próbowałem wrócić
zawodowo do tego co robiłem studiując, nie udało się, teraz już się o to nie
staram. Bywając wtedy w Poznaniu i prowadząc rozmowy z dawnym znajomymi z
mojej dziedziny, powiedziano mi, nie rezygnuj tak szybko z Poznania,
Merczyński zaczął robić festiwal Malta, to będzie w mieście coś
zmieniać, zacznie wpuszczać odczucia, poetykę, głębię.
Poznań nie nawiązuje do niczego, nie jest stolicą targową, biznesu,
do tego, że tereny te są początkami państwowości polskiej także, w
mieście i u jego mieszkańców zupełnie tego nie czuć , nie nawiązuje do tego
architektura, jest eklektyczna, obok budynków z kamienia lub cegły
powstają zimne konstrukcje stalowo-szklane. Inne nowe na ogół także
nie nawiązują do otoczenia. Nieład kolorystyczny. Poza tym miasto to
nie tylko budynki, to warunki do życia, to miejsca wspólne, których jak
na lekarstwo w centrum, inwestycje są wciskane w każdy skrawek.
Zamykanie przestrzeni trwa, jak szklane wejście targowe, coraz trudniej o
oddech, to przytłacza.
Budowle stają się coraz bardziej kontrowersyjne, po co kolejne
galerie handlowe, z markami obecnymi w innych? Liczba ludności i siła
nabywcza tak nie rośnie. Po co takie wejście wschodnie dworca i on sam,
skoro, jeśli było potrzebne, wystarczyło wybudować skrzydło podobne do
zachodniego i wyremontować budynek dworca. Dlaczego elewację i
wyjście zachodniego pozostawiono nie odnowioną, a zrobiono nowoczesne
zadaszenia peronów? Dlaczego przejście podziemne z peronów w jego kierunku
sprawia wrażenie brudnego i źle oświetlonego? Zamknięcie wejścia na hol
dawnego dworca razi, mało estetyczną, żelazną kratą.
Zamek-przebudowa, jako osobne pomieszczenie piękne, sale
funkcjonalne, jako ingerencja zupełnie innego charakteru stylistyki w obiekt,
nieuprawniona.
Koszmar architektoniczny pod drugiej stronie Instytutu Logistyki, w
bezpośrednim sąsiedztwie Starego Rynku. Z ostatnich realizacji
budynek najbardziej niepasujący do otoczenia.
Rozwiązaniom dróg miejskich brakuje wystarczającej wyobraźni i
polotu, wizjonerstwa, przykładem może być ulica Mostowa z zamkniętą
możliwością wyjechania z korka przez ul.Grobla i most Rocha, na ul.Garbary
można wjechać dopiero na wysokości placu Kolegiackiego, ponieważ
poszerzono pasy zieleni i chodniki przy torach tramwajowych, likwidując ulicę.
Lub Bukowska, gdzie poprzednie węższe ulice przed Przybyszewskiego mają
możliwość skrętu w prawo z pasa autobusów. Trzy miesiące temu
odcinek 150 m w połowie od Polnej do skrzyżowania jechałem 15 minut.
Napisałem w tej sprawie do Zarządu Dróg, do tej pory bez odpowiedzi.
Fredry i konieczność objeżdżania Zamku przez ul.Libelta.
Mania ulic jednokierunkowych i objazdów powoduje, że tam też się
korkuje. Brak trzeciego pasa obwodnicy autostrady, blokowanie się ruchu ma
obwodnicy północnej przez brak wiaduktów na przejazdach kolejowych,
nierozwiązanie korkowania się okolic Naramowickiej, podwójne
światła przy dawnym Amino, zapalające się zawsze, a nie kiedy rzeczywiście
wyjeżdżają stamtąd samochody. Działania Strefy płatnego parkowania, zamiast wprowadzać
udogodnienia dla mieszkańców, irytują i utrudniają funkcjonowanie. Nie widać
inwestycji z opłat poza wkładaniem nowych słupków, w miejscach gdzie
jeszcze niedawno można było parkować i opłacaniem armii funkcjonariuszy.
Samochodów już tak nie przybywa, proces trwa.
Tłumaczenie alternatywą komunikacji miejskiej byłoby poważne gdyby
pętle tramwajowe przesunąć do Komornik, Swarzędza, Kobylnicy, Czerwonaka,
Plewisk, Biedruska, Suchego Lasu,itp. Rozbudować miejską sieć
tramwajową. Tak dużych i odważnych inwestycji brak, a miasto jest w
krajowej czołówce zadłużenia. A rowerowa? wystarczy spojrzeć na
mapę tras, fragmentaryczne, nagle się urywają, brak oznakowań co dalej?
gdzie można było coś zrobić bez większych nakładów zrobiono, gdzie trzeba
by ciąć pasy zieleni lub chodników czy jezdni, nic dalej.
Może jakimś wyjściem byłoby wykonanie trasy rowerowej wzdłuż Warty z rozjazdami do dzielnic i głównych ulic?
Targi, wydaje się, że powinny iść w stronę wystaw dla klientów
indywidualnych i prezentacji oferty kraju dla świata i odwrotnie.
Wystawianiu ofert nowych technologi. Prezentacje wyrobów i
kontakty między firmami dokonują się elektronicznie, więc taka formuła
targowa jest mało przydatna i rozwojowa.
Transporty uczestników meczy stadionowych, kiedy te osoby będą same
za to płacić w cenie biletu? jako podatnik nie zgadzam się na płacenie
za to z budżetu. Biegi masowe, kiedy nie będą paraliżowały ruchu połowy miasta? i
będą przeprowadzane tylko na terenach zielonych, bardziej dla nich
odpowiednich. Bieganie po asfalcie, w zapachach miasta, szczególnie
latem jest mało przyjemne i korzystne dla zdrowia. Jeśli przebieg
tras ma związek ze sponsorowaniem biegów jest to tym bardziej naganne.
Nie oczekuję odpowiedzi na to co piszę, nie chcę polemiki, może
okazać się, że jesteśmy na różnych poziomach wrażliwości, w jednej
osobistej sprawie z Panami Prezydentami już prowadzę korespondencję, to
wystarczy, będzie mi miło jeśli moje myśli będą przydatne i pojawią się jakieś
zmiany, o których piszę.
Za listem nie stoi żadna partia polityczna.
Zbigniew Herbert pisał, że smak decyduje o wyborach, jakość smaku
jest pochodną świadomości.
Słuchający muzyki popularnej może znajdują w piosence Kazika
Staszewskiego to co zrobiono z miastem.
Z wyrazami szacunku, mieszkaniec aglomeracji poznańskiej"
Osobiście nie zgadzam się ze wszystkim.
Mimo wszystko wiem, że Poznań to miejsce mało przyjazne.