Do napisania poniższego tekstu
zainspirował mnie...plebiscyt. W Poznaniu niebawem zostanie oddane
do użytku nowe rondo. Można zgłaszać za pośrednictwem internetu
oraz prasy własne propozycje nazwy dla tego obiektu.
Analizując poszczególne pomysły,
zacząłem zastanawiać się nad tym wszystkim w szerszym
kontekście. Wszystko dookoła wydaje się strasznie poważne, pełne
patosu, a w niektórych przypadkach jest wręcz drętwe i nijakie.
Poważne nazwy ulic, skwerów czy osiedli przypominają nam
najbardziej dramatyczne wydarzenia z naszej historii , choć wielkim
nietaktem/głupotą byłoby odebranie tym wszystkim patronom ich
niewątpliwych zasług. To inna sprawa.
Wszystko jest po prostu zbyt poważne,
nawet święta państwowe. Z reguły są strasznie smutne. Może i
wynika to po części ze wspomnianej wcześniej burzliwej i pełnej
krwi historii Polski, ale czy nie można od czasu do czasu
poświętować w sposób radosny? Na przykład 11 listopada. Można
się przecież tym cieszyć. Odzyskanie niepodległości powinno być
wielkim powodem do radości. Trzeba jednak chcieć i potrafić.
No właśnie. Czy potrafimy?
Wiele mówi się o tym, że jako
Polacy dużo narzekamy, bierzemy wszystko do siebie, nie mamy
dystansu do rzeczywistości. Ponadto, lubimy mieszać samych siebie z
błotem, choć gdy zrobi to ktoś z zewnątrz (np. Niemiec) –
błyskawicznie pojawia się istny zryw narodowy. Polaka krytykować
może tylko Polak.
Z pewnością tego typu nastawienie
(może i wyolbrzymione) nie sprzyja cieszeniu się drobiazgami dnia
codziennego, przynajmniej u stereotypowego Kowalskiego. Na dodatek wmawia
mu się, że wszystko jest nie tak. Nawet gdy jest dobrze to tak
naprawdę jest źle, bo przecież może być lepiej. Barejowska logika, wieczne
niezadowolenie, toksyczna atmosfera.
Każdy powód do zepsucia sobie/komuś humoru jest przecież dobry: podatki, Tusk, bezrobocie, Smoleńsk czy słaba forma piłkarskiej reprezentacji. To dyżurne tematy wpędzające wszystkich w depresję, choć nawet zasrany trawnik może być doskonałytm pretekstem do chodzenia przez resztę dnia w wisielczym nastroju. Z jednej strony nie można być obojętnym w pewnych kwestiach, lecz z drugiej... nie można wiecznie chodzić z klapkami pesymisty na oczach, bo trudno wtedy widzieć jakiekolwiek pozytywy.
Nadmiar pesymizmu, powagi i wiecznego psucia sobie krwi doprowadził do tego, że widząc uśmiechniętego człowieka na ulicy nie darzymy go sympatią i zaufaniem. Uśmiechanie się jest czymś niecodziennym, często wręcz podejrzanym. Absurd? Absurd.
Każdy powód do zepsucia sobie/komuś humoru jest przecież dobry: podatki, Tusk, bezrobocie, Smoleńsk czy słaba forma piłkarskiej reprezentacji. To dyżurne tematy wpędzające wszystkich w depresję, choć nawet zasrany trawnik może być doskonałytm pretekstem do chodzenia przez resztę dnia w wisielczym nastroju. Z jednej strony nie można być obojętnym w pewnych kwestiach, lecz z drugiej... nie można wiecznie chodzić z klapkami pesymisty na oczach, bo trudno wtedy widzieć jakiekolwiek pozytywy.
Nadmiar pesymizmu, powagi i wiecznego psucia sobie krwi doprowadził do tego, że widząc uśmiechniętego człowieka na ulicy nie darzymy go sympatią i zaufaniem. Uśmiechanie się jest czymś niecodziennym, często wręcz podejrzanym. Absurd? Absurd.
Postanowiłem nie ograniczać się do
narzekania na blogu. Wysłałem propozycję rondowego patrona
do gazety. Moim typem był...Stanisław Bareja. Człowiek, który
swoją twórczością „nadgryzał” poprzedni ustrój obnażając
jego wady za pomocą karykatury. Pokazywał PRL w krzywym
zwierciadle. Był znakomitym obserwatorem. Uczył też pewnych,
fajnych postaw. Dystansu do siebie. Ludzie potrafili śmiać się z
uchwyconych na filmie absurdów życia codziennego, dość zresztą
ciężkiego i szarego w epoce socjalizmu.
Myślę, że to co robił
było ważne, stanowiło w pewnym sensie pracę u podstaw. Za pomocą
komediowego katharsis pokazywał, że nie zawsze trzeba reagować na
prozę życia śmiertelną powagą. Można cieszyć się życiem
nawet gdy jest ciężko i nieciekawie. W ten sposób funkcjonował
również Zenon Laskowik z kabaretem Tey.
Z uśmiechem na twarzy żyje się lepiej.
Brakuje dziś takich ludzi, kabaretów
czy filmów. Mam wrażenie, że dzisiejsi komicy nie
potrafią już robić satyry, która miałaby czemuś służyć. Potrafią za to szydzić i szkalować, czego najlepszym przykładem
są postacie Szymona Majewskiego oraz Jakuba Wojewódzkiego.
Robią karierę na skandalach nie po to by coś poprawić, zmienić.
Robią karierę dla sławy i pieniędzy.
Granica między satyrą a szyderstwem jest coraz mniej wyraźna, ale nie ma co narzekać. Jest jak jest. Pozostaje (naiwnie) wierzyć, że w Poznaniu pojawi się Rondo im. Stanisława
Barei, które będzie nam przypominać, że potrafimy cieszyć się
i śmiać (nawet z samych siebie) w święta i nie od święta.
To
byłaby jazda.
| Beer Googles - Uśmiechnij się! |

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz