Od jakiegoś czasu porównuję
przeszłość z teraźniejszością. Spotkałem się z dość
ciekawym stwierdzeniem, że polski punk lat 80-tych był słaby.
Żałuję, że nie było możliwości pociągnięcia tej rozmowy
dalej, ponieważ mam na ten temat całkowicie odmienne zdanie.
Może i nie zachwycał nikogo hałas
wydobywany ze strasznie kiepskich Defili, a z krążących w trzecim
obiegu kaset ciężko było cokolwiek wychwycić. Chyba nie o to w
tym wszystkim chodziło. Przygnębiające teksty często niosły w
sobie wszystko to, co stanowiło sól w oku całego ówczesnego
społeczeństwa oraz czuwającej nad nim władzy. W brutalny sposób
obnażały ciemniejszą stronę rzeczywistości bezczelnie pokazując,
że jednak nie wszystko jest takie piękne w „ustroju wiecznej
szczęśliwości”.
Może i było sporo w tym wszystkim
naiwności, a garażowym szarpidrutom zwyczajnie wydawało się, że
z końćem komuny Polska stanie się drugim rajem na ziemi? Może i
wiara w możliwość naprawienia świata poprzez kopanie leżącego
już ustroju za pomocą wykrzykiwania oczywistych prawd była
faktytcznie infantylna?
Komuna padła, a samo zjawisko straciło
na sile. Szybko okazało się, że w nowej rzeczywistości można
nieźle zarobić na graniu. Wystarczy spojrzeć na silvertonowskie
punkopolo z początku lat 90-tych i moim zdaniem, jest z tym coraz
gorzej.
Sami pankowcy też są jacyś tacy
inni. O wiele lepiej dogaduję się ze „starymi załogantami” .
Ze „zgredami” można porozmawiać o wszystkim. Nikt nie licytuje
się kto ma bardziej oryginalną koszulkę, gdzie w internecie można kupić
najbardziej odjechane glany, które piwo wypada pić oraz kto jest
bardziej „prawdziwy i kumaty.”
Rzygam już tym. m.in dlatego nie chodzę już na koncerty.
Mało jest dziś kapel ambitnych,
próbujących przekazać coś więcej, uczących krytycznego
myślenia. Dominują teksty o weekendowym kacu, piłce nożnej,
pięknych panienkach, glanach itp. Najważniejsze by wszystko było
(zbyt) proste, utwór wpadał w ucho i można było się przy
nim ostro nawalić. Sztuka dla sztuki, przerost formy nad treścią.
Coraz częściej mam wrażenie, że o
wiele fajniejszy pod względem treści jest chociażby dzisiejszy rap
i hip-hop.
Może właśnie o to chodziło na samym
początku tego zjawiska, w Anglii końca lat 70-tych? U nas punk rock
pojawił się jednak w zupełnie innym, historyczno-społecznym
kontekście. Dziś też jest inaczej. To nie czasy rządów
M.Thatcher, która próbowała wyciągnąć wówczas kraj z kryzysu,
choć nie da się ukryć: kryzys jest. Innej natury i na innym
gruncie społecznym, ale istnieje.
Tak jak punk. Działa w zupelnie innym
wydaniu, jest krzywym zwierciadłem zupełnie innej rzeczywistości.
Choć mam prawie 26 lat, przemawia do
mnie punkrock lat 80-tych. W odróżnieniu od popowej sieczki, punkowe teksty przynajmniej były o CZYMŚ...a wiele z nich jest aktualnych do dziś.
Gdy będę miał ochotę na coś niedołującego i spokojnego, to włączę sobie jakieś Kombi na pierwszym programie polskiego radia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz