czwartek, 25 kwietnia 2013

1986-2013


Kontrola W - Koniec
Kontrola W(ładzy) - To będzie koniec

Noc z 25 na 26 kwietnia jest dla mnie datą bardzo ważną. W 1986 roku, zadufana w sobie ludzkość pokazała jak bezmyślnie ufa technologii.

Elektrownia jądrowa w Czarnobylu (bo o niej mowa) to podręcznikowy przykład przesadnej pewności siebie, technologicznego zaślepienia. To ponury pomnik zwykłej głupoty. W tym przypadku również ideologicznej, ponieważ eksperyment nie został przerwany przede wszystkim z pobudek światopoglądowych i tzw. dyscypliny partyjnej, zgodnie z którą działał wówczas przełożony siedzących w centrali pracowników.




Ci doskonale wiedzieli co się dzieje, choć niedoskonała aparatura pomiarowa (termometry nie sięgały dna rozgrzanego niemal do białości rdzenia) nie oddawała w pełni skali zagrożenia. Nakazano im działać dalej, albo polecą przyszłowiowe głowy.

No i poszło.

Wyludnione miasto, wyludnione okoliczne wsie. Skażona, zamknięta zona, choć po usunięciu skutków awarii nie jest jednak „tak źle”...mimo iż kosztowało to zdrowie/życie wielu tysięcy ludzi, do dziś umierających w straszliwych męczarniach. Choroba popromienna, nowotwory, czy inne nieznane dotąd choroby.

Mało brakowało,  a pół Europy nie nadawałoby się do zamieszkania. Po ugaszeniu reaktora, mogło  dojść  do kolejnego wybuchu, któremu zapobiegli górnicy.

Ale czy oprócz przemysłu i energii jądrowej, nie wykańczamy się np. wszechobecną chemią, którą ładuje się m.in do żywności? Wszystko jest naszprycowane wszystkim. Grunt to wyprodukować dużo i tanio, przy małym nakładzie pracy. Skutkami długofalowymi nikt się nie przejmuje, lub na ich zbadanie jest po prostu za wcześnie.

Nie wierzę nawet w "ekologiczną żywność" czy zakazy stosowania np. DDT (popularny niegdyś "Azotox"). Są przecież  zamienniki, choć nawet bez nich wszystko wyrasta z zasyfionej ziemi.

Mam wrażenie, że przez 27 lat człowiek niczego się nie nauczył. Wykończy się sam.
Jak nie toksycznym żarciem, to Fukuszimą czy bombami, którymi od jakiegoś czasu straszy Korea. Piłujemy gałąź na której siedzimy, za mocno wierzymy we własny "geniusz".




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz