Od paru dni zastanawiam
się, ile dziś jest we wszystkim ersatzu i uproszczeń, choć
zaczęło się dość prozaicznie. Ile radia jest w „radiu
internetowym” ? Czy internetowy kanał dźwiękowy można uznać za
rozgłośnię skoro nie posługuje się on falami i stanowi jedynie
ciąg zer oraz jedynek?
Rozważania mogą
przypominać kultowe wywody na temat zawartości cukru w cukrze, ale
wbrew pozorom nie o to mi chodzi. Bardziej zastanawiają mnie
zamienniki, które mimo diametralnie innej metody działania, postaci
czy wrażeń związanych z ich używaniem przechodzą do życia
codziennego pod nazwą tego co mają imitować.
Wyroby
czekoladopodobne, kawa rozpuszczalna, e-papierosy, e-mailowe „listy”
, marketowy dżem malinowy wyprodukowany bez użycia malin,
internetowi „znajomi” , których nigdy nie widziało się na
oczy... czy cyberseks uprawiany przez kamerę internetową, który z
seksem nie ma przecież zbyt wiele wspólnego.
Coraz więcej rzeczy
jest wirtualnych, nienamacalnych. Nawet miłość – pojęcie, które
ogromnie straciło na wartości. Zostało spłycone, uproszczone,
ucyfrowione, uszcztucznione. Nie tylko w cyberprzestrzeni.
W przypadku fotografii,
dowiedziałem się niedawno, że Photoshop ma już filtry
umożliwiające przerobienie zdjęcia na „dagerotyp” czy
„kolodion”. Popularny od paru miesięcy instagram ma opcję
dodania do obrazu ramki imitującej klatki błony średnioformatowej.
Parę kliknięć i ciach. Jest artystyczna fota.
Czasami myślę, że
urodziłem się w złych czasach. XXI wiek powinien zostać chyba
okrzyknięty „wiekiem udawania wszystkiego przez wszystko”.
Nauczyciel chemii z
liceum często powtarzał: „Kiełbasa parówkowa nigdy nie będzie
kiełbasą”. Może coś w tym jest poza pewną dawką specyficznego
humoru?
Mawiał też:
„Człowieka da się oszukać, ale gipsu nigdy.”.
Czas na prawdziwą,
popołudniową kawę. Mieloną, nierozpuszczalną.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz