niedziela, 10 sierpnia 2014

Wszyscy pokutujemy, za to że coverujemy


Któż z nas nie zna hitów takich jak Smoke on the Water (Deep Purple), Paranoid (Black Sabbath), Passenger (Iggy Pop), Whisky in the jar (Thin Lizzy), Troops of tommorow (The Vibrators), Paint it black (Rolling Stones), Guns of Brixton (The Clash). Enter sandman (Mettalica), czy Smells like teen spirit (Nirvana)? Oczywiście, zna je każdy fan szeroko rozumianego rocka. Zapewne każdy również zna wersje w/w piosenek, które grane są przez inne kapele.

Bez dwóch zdań, te utwory mają status kultowych. Niektóre są nawet dosć skomplikowane, zarówno tekstowo jak i muzycznie. Ten, kto choć trochę zna się na graniu, ten wie, że chociażby „Smoke on the water” do najprostszych nie należy. Mimo wszystko, sporo mniej lub bardziej amatorskich kapel pogrywa własne interpretacje tych piosenek, czyli tzw. covery.

A te niejedno mają imię. Powody grania cudzych piosenek mogą być różne. Czasem jest to ukłon w stronę autora oryginału, czego najlepszym przykładem są składanki VA typu „Tribute to”. Innym razem, cover jest zwykłą zapchajdziurą: szczególnie gdy grający go zespół posiada małą ilość własnych utworów. Coverbandy takie jak Łogdan Bazuka, 666 Aniołów, The Dumbs, czy Cheops & The Hooligans to jeszcze inna para kaloszy, a powody takiego grania są różne. Musiałbym zapytać ich o motyw, bo nie chcę uogólniać. Poniekąd wiem, że chłopaki z wągrowieckiego Łogdana chcą po prostu dobrze się bawić i grać fajną muzykę. Tyle.

Czy całe to zagmatwanie i kunszt wykonania jest jednak gwarantem wieloletniego zachwytu publiki? Utwory z reguły mają swoich adresatów. Nie inaczej jest w przypadku muzyki punk-rockowej, gdzie miano legendy zyskała chociażby puławska Siekiera z numerem o tej samej nazwie. O ile się nie mylę, kawałek został nagrany w 1984 roku, a największą sławę zyskał podczas festiwalu w Jarocinie. Większość punków zna jego tekst na pamięć do dziś, co oczywiście nie jest dziwne. Jest niezwykle prosty. Przypominają go także liczne covery, które często  grane są na rockowych koncertach w całej Polsce. Podobnie jest z utworami warszawskiego Dezertera, wałbrzyskiego Defektu Muzgó („Wszyscy jedziemy”), grudziądzkiej Celi nr 3 („Kwiaty”), formacji Nocne Szczury z Władysławowa („Chodź pójdziemy tam”), czy grupy The Analogs ze Szczecina.

Z wrodzonej ciekawości (a może z powodu zwykłej nudy?) postanowiłem odrobinę poobserwować scenę by wyłowić niekwestionowanego faworyta, choć na dobrą sprawę wydawało mi się, że znam z góry odpowiedź. Nie myliłem się.

Oto największy szlagier polskiego punkrocka. Prosty, a jednak uwielbiany od ponad 30 lat. Tekst ponadczasowy i aktualny do dziś. Powielany przez co najmniej kilkanaście (o ile nie kilkadziesiąt, bo nie sposób policzyć tych, co kryją się po garażach i piwnicach) zespołów. Po długim namyśle – to chyba mój ulubiony utwór, którego słucham od początku mojej 12-letniej przygody z punkiem.

Sedes – „Wszyscy pokutujemy”. Krzyk pokolenia. Jednego, drugiego i trzeciego (a jeśli nic się nie zmieni, to także kolejnych). Mimo wielu naprawdę dobrych wykonań (utwór z oczywistych względów został oficjalnie wydany dopiero w 1992 roku), wersję z z Jarocina`84 uważam za najlepszą. Żadna inna nie niesie ze sobą tak dużego ładunku autentycznych emocji. 

 Sedes - Wszyscy pokutujemy (live 1984)
 Sedes - Wszyscy pokutujemy (live 1984)

Farben Lehre - Wszyscy pokutujemy

Wentyl Bezpieczeństwa - Wszyscy pokutujemy

Maggot
(Od 43 minuty, tu nawet załapałem się na film)

Uliczny Opryszek - Wszyscy pokutujemy


Pierestrojka - Wszyscy pokutujemy

Pijacka banda - Wszyscy pokutujemy


AK47 - Wszyscy pokutujemy


Ampótacja - Wszyscy pokutujemy


Zlef - Wszyscy pokutujemy

(Tu się nie przedstawili, ale to grają)


Cymeon X - Wszyscy pokutujemy


Bang Bang - Wszyscy pokutujemy


No Need To Adjust - Wszyscy pokutujemy


Zwarcie w Inkóbatoże - Wszyscy pokutujemy

Poltroll - Wszyscy pokutujemy


Dzieci PRL-u - Wszyscy pokutujemy


Zespół Wychowawczy - Wszyscy pokutujemy

Karate No Mercy - Wszyscy pokutujemy


Dzieci Opieki Społecznej - Wszyscy pokutujemy

Gdyby mój zespół nie „umarł ściercią naturalną” (niestety, wokalista był ze mnie bardzo marny) po paru próbach, to jest b.prawdopodobne, że nasze nagranie również dołączyłoby do tej (niepełnej!) kolekcji.

Niech chociaż ten skromny zbiór będzie moim ukłonem w stronę tego utworu.

Mam też prośbę do Was (Czy ktoś w ogóle to czyta?). Jeżeli ktoś dysponuje jeszcze jakąś wersją, prosiłbym o podrzucenie jej tutaj. Zamierzam na bieżąco uzupełniać ten wpis.

Swoją drogą, nie mogę się już doczeać tego filmu:

1 komentarz: